Temat: modlitwa wstwiennicza
Autor
Post
dona
Data:
17-02-2006 11:22
Data:
17-02-2006 11:22
co to znaczy ; modlitwa wstwiennicza? na czym ona polega? czy to coś więcej niż codzienna prośba o daną osobę i jej problem?
JohnCTN
Data:
24-02-2006 03:01
Data:
24-02-2006 03:01
To chyba nastepny wymysl czlowieka.
Nie wiem jak mozna modlic sie o czlowieka, o to by cos zrobil, lub zmienil swoja decyzje na inna. Bóg dal nam wolna wole i nie wyslucha naszych modlitw skierowanych na jakąś osobe, kazda osoba ma prawo do swojego zdania i do swojej wolnej woli.
To podobno jest nie do podwazenia.
pozdrawiam
JohnCTN
dona
Data:
25-02-2006 21:28
Data:
25-02-2006 21:28
Może źle mnie zrozumiałeś. Chodzi o to że ktoś prosił mnie o modlitwę wstawienniczą. Nie chodzi o to by modlić się o kogoś wbrew jego woli. Zgadzam się z tobą że to byłoby coś nie tak.
pozdrawiam dona
agus
Data:
27-02-2006 15:55
Data:
27-02-2006 15:55
To na pewno nie jest wymysl czlowieka. Bóg wysluchuje tych modlitw. Sa to modlitwy wspierajace. Kiedys niewierzaca, poszukujaca kolezanka miala bardzo trudne chwile. Powiedzialam jej, ze bede sie o nia w danym momencie modlila. Zrobilam to, powiedziala mi po jakims czasie, ze dziekuje mi, ze nie wie dlaczego, ale czula sie bezpieczniejsza, spokojniejsza. Przeciez jednym z darow jest dar modlitwy wstawienniczej. Druga osoba moze wiedziec, ze modlimy sie o nia, a sa osoby, o ktore, pomimo ich nieswiadomosci, tocza sie boje w modlitwach przez lata, az przyniosa skutek. W trudnych dla mnie momentach, prosze kogos o modlitwe za mnie, niekoniecznie przy mnie.
nie?sceptyk
Data:
08-03-2006 19:29
Data:
08-03-2006 19:29
Jako chrześcijanie mamy coś czego ludzie nie wierzący nie mają. Mamy p. Boga kochającego, który żyje w naszych sercach. Możemy przychodzić do Niego z naszymi radościami i troskami. Opowiadać o tym co nas dotyka, i to jest właśnie coś wspaniałego, co trzeba pielęgnować i nauczyć sie cenić. To co robimy na codzień jest dla naszego Pana, mamy to robić najlepiej jak potrafimy. Gdy się modlimy, robimy to dla siebie. Gdy się modlę za brata w potrzebie czy kogoś kto mnie skrzywdził czy za siebie - powinno być to szczere. Bóg zmienia moje serce i nastawienie do osób o które się modle, i pokazuje mi że powinienem być aktywny w działaniu. Wierzę, że po przez moją modlitwę Bóg może rozwiązać problem, lub zmienić postawę osoby.
Daniel
Data:
13-03-2006 18:39
Data:
13-03-2006 18:39
modlistwa wstwiennicza to taka w której wstawiasz sie za kims u Boga.... tzn., że prosisz Boga np. za swoim bratem, ojcem, znajomym.... np. o to żeby sie nawrócił, żeby go Bóg dotknął lub w jakiejs potrzebie
JohnCTN, to nie jest wymysł człowieka.... jeśli słyszałeś świadectwo nawrócenia Mirosława Kulca to napewno słyszałes, że jego dziadek modlił sie za nim wbrew jego woli gdy on był jeszcze w świecie i to przez wiele lat...
pozdrawiam
ANDRZEJ
Data:
27-05-2006 21:56
Data:
27-05-2006 21:56
Anka
Data:
23-02-2007 16:28
Data:
23-02-2007 16:28
Modlitwa to szerokie pojęcie, błaganie się w nim mieści.
Modlitwą będzie i uwielbienie Boga, i dziękczynienie , błagania i prośby zanoszone do Boga też są rodzajem modlitwy.
Tu masz definicję encyklopedyczną: Modlitwy dzielimy przede wszystkim ze względu na ich charakter. Wyróżniamy więc modlitwy uwielbiające (uwielbienia), dziękczynne oraz błagalne. Niejednokrotnie modlitwy zawierają dowolny układ powyższych, co prowadzi do dalszego ich podziału pod tym względem (np. modlitwy dziękczynno-błagalne).
Akty modlitewne są powszechne we wszystkich religiach. Choć modlitwa może przyjmować formę indywidualnej rozmowy z istotą boską, to w wielu religiach ukształtował się pewien kanon modlitw, których treść jest ściśle określona i przekazywana w takiej formie wyznawcom.
Ewa
Data:
01-03-2007 21:35
Data:
01-03-2007 21:35
Chwała Jezusowi Bracia i Siostry w Chrystusie,
cieszę się że mogę usłużyć tym co Pan objawił mi w ostatnich dniach, a rzecz się tyczy właśnie modlitwy wstawienniczej. Najwyraźniej należałam do tych którzy traktowali tą modlitwę na zasadzie "a po co? sama się pomodlę, oddam wszystko Panu, generalnie jestem samowystarczalna, po co mi zbór". I wiecie, nie bez kozery Pan przyrównuje swój lud do owiec, a więc zwierzęcia (bez urazy) które żyje w stadzie. Otóż miałam ostatnio w pracy dosyć nieprzyjemną sytuację, tak że moja przełożona wręcz pogniewała się na mnie i przestała się do mnie odzywać. Nie bez znaczenia pozostaje fakt że pracujemy w jednym pokoju więc były to dla mnie stresujące chwile. Modliłam się o nią, ale cały ten stres powodował że nie miałam siły wołać do Pana. Zadzwoniłam więc (po kilku dniach bez odpowiedzi ze strony Pana) do bliskiej mi osoby ze społeczności, i po dwóch godzinach Pan mi dał odpowiedź, bo moja przełożona zaczęła się nagle do mnie odzywać. To tak jak by była cisza i ktoś nagle włączył radio. Co więcej, ja wiedziała że to było działanie Pana, a ta siostra modliła się za mnie- i tak faktycznie było. Chwała za to Jezusowi.
I widzicie moi kochani, tak właśnie wygląda Kościół Jezusa Chrystusa - "módlcie się jedni za drugimi". Pan nam dał taki przywilej i korzystajmy z niego. Bo często jest tak że bratu lub siostrze czasami brakuje po prostu siły aby wołać do Pana, i wtedy jest społeczność braci i sióstr, których serca napełnione miłością Żywego Boga mogą modlić się za daną sprawą lub osobą a Pan ich wysłucha. Pan jest wszechmocny, Jemu niech będzie chwała.
Pozdrowienia z Zagłębia
maria
Data:
06-03-2007 21:08
Data:
06-03-2007 21:08
prosze o modlitwe zeby moje dzieci spotkalo szczescie w anglii i o spokoj mojej duszy zebym wyszla z depresji dziekuje
Anka
Data:
07-03-2007 19:10
Data:
07-03-2007 19:10
Alicja
Data:
12-07-2007 22:24
Data:
12-07-2007 22:24
Darek z Głowna
Data:
13-07-2007 13:22
Data:
13-07-2007 13:22
Joanna
Data:
14-07-2007 14:53
Data:
14-07-2007 14:53
Alicjo,
pozdrawiam Cię serdecznie i obiecuję modlitwę.
A teraz kilka słów otuchy.
Tak Bóg pocieszał Jozuego, i wierzymy, że to słowo jest aktualne również dzisiaj, dla nas:
"Czyż ci nie rozkazałem: Bądź mężny i mocny? Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz." (Joz.1,9)
Wszystko co Ciebie dręczy, niepokoi, poraża oddaj Jezusowi. On poniósł na krzyżu wszystkie nasze słabości, nasze - nie rozum tego ogólnie, ale konkretnie - Twoje, moje , każdego z nas osobiście - słabości, lęki, winy, choroby. Jezus chce, abyś oddawała Mu je codziennie, częściej - w każdej modlitwie. Jezus chce, gorąco pragnie być Twoim przyjacielem, chce Tobie udzielić Swego Świętego Ducha, który Cię pocieszy, umocni.
Śpiewamy w pieśni:
"Przyjaciela mam, co pociesza mnie,
gdy o Jego ramię oprę się.
W Nim nadzieję mam, uleciał strach.
On najbliżej jest, zawsze troszczy się
Królów Król
z nami Bóg. Jezus"
Chrześcijanin w odróżnieniu od niewierzących ma potężny oręż wiary, i wie, że nigdy nie jest sam, nawet jeśli emocje mu tak podpowiadają.
pozdrawiam Cię serdecznie i obiecuję modlitwę.
A teraz kilka słów otuchy.
Tak Bóg pocieszał Jozuego, i wierzymy, że to słowo jest aktualne również dzisiaj, dla nas:
"Czyż ci nie rozkazałem: Bądź mężny i mocny? Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz." (Joz.1,9)
Wszystko co Ciebie dręczy, niepokoi, poraża oddaj Jezusowi. On poniósł na krzyżu wszystkie nasze słabości, nasze - nie rozum tego ogólnie, ale konkretnie - Twoje, moje , każdego z nas osobiście - słabości, lęki, winy, choroby. Jezus chce, abyś oddawała Mu je codziennie, częściej - w każdej modlitwie. Jezus chce, gorąco pragnie być Twoim przyjacielem, chce Tobie udzielić Swego Świętego Ducha, który Cię pocieszy, umocni.
Śpiewamy w pieśni:
"Przyjaciela mam, co pociesza mnie,
gdy o Jego ramię oprę się.
W Nim nadzieję mam, uleciał strach.
On najbliżej jest, zawsze troszczy się
Królów Król
z nami Bóg. Jezus"
Chrześcijanin w odróżnieniu od niewierzących ma potężny oręż wiary, i wie, że nigdy nie jest sam, nawet jeśli emocje mu tak podpowiadają.
Dobrze jest żyć aktywnie we wspólnocie wierzących, gdzie nasza wiara się umacnia, jesteśmy świadectwem jedni dla drugich i wspieramy się wzajemnie modlitwą i wszelką inną pomocą w braterskiej miłości, troską jedni o drugich, gdzie nosimy brzemiona innych, a gdy nam jest trudno, bracia biorą na siebie nasze brzemię. Rozejrzyj się dokoła...
Radzę też "odsunąć się " trochę od świata, od zgiełku, od mediów, posmakować Słowa Bożego, zobaczyć , jak inni radzili sobie z trudami życia, jak ich Pan prowadził, jak upadali na duchu i jak mocą Bożą zostali podźwignięci np.Elizeusz .
Zachęcam Ciebie do posłuchania pieśni, kazań które są na tej stronie. Dla mnie są one wielkim zbudowaniem. Szczególnie umacnia mnie Słowo Boże nauczane przez Brata Mirka Kulca np Jego osobiste świadectwo.
Pozdrawiam w Panu, obiecuję modlitwę.
Niech Tobie Pan błogosławi
Melancholia
Data:
14-07-2007 18:47
Data:
14-07-2007 18:47
Ja chyba też potrzebuję modlitwy...Jestem teraz w takim zborze, że właściwie nie ma kogo o nią poprosić( ludzie są wobec siebie na dystans), więć chociaż tu poproszę...
Dopadają mnie takie...hm...depresyjne stany. Mam 37 lat i poczucie, że oto wszystko już mi się w życiu przydarzyło i już mnie nic dobrego nie czeka. Mam dwoje dzieci i męża, ale mąż jest zapracowany i mało ma dla mnie czasu, a dzieci są jeszcze małe i bardziej same opieki potrzebują.
Czuję się bardzo samotna.
Kupiliśmy mieszkanie na kredyt i teraz zamiast cieszyc się mieszkaniem, martwię się tym zadłużeniem na lata. NIe lubię swojej pracy( uczę w szkole wiejskiej)- ciągle brak efektów i to uzależnienie od dyr.( zabierze godziny jak jej podpadnę, więc jestem na posyłki, pełna dyspozycyjność- zresztą jak wszysy...). Przez pracę zaniedbuję dzieci( miały gorsze świadectwa w tym roku szkolnym), ale pracować muszę, bo ...dług w banku...( maż z jednej pensji nas nie utrzyma).
Zbór...jest jaki jest. Czasem w niedzielę kazania posłucham, ale jakoś mnie to specjlanie nie buduje.
Przestałam czytać Biblię, bo ilż można w kółko to samo czytać...Mieliście kiedyś to? Znudzeniem Pismem?
Mimo że obydwoje harujemy, to nie stać nas na porządne wakacje. Czekam na wolne, ale potem siedzę w domu , liczę mijające dni i nie mam do kogo ust otworzyć...Zeby gdziekowliek wyjechać w 4 osoby potrzebne są duże pieniądze, a my ich nie mamy- ba, mieć nie będziemy.
I tak będzie...aż do śmierci? Takie dni i noce bez sensu, bez celu? Czemu nie umiem już cieszyć się życiem?
Patrzę na moje dzieci i już się zastanawiam: a co z ich szkołą? Co z ich przyszłością? Nie chcę, żeby skończyły tak jak my, borykając się z poczuciem bezsensu i bezsilnością w prowincjonalnym miasteczku, ale obawiam się, że tak właśnie będzie. Bieda napędza biedę. Moi rodzice mieli to samo.
Poczuci przegranego życia , bycia niedudacznikiem, liczenie niewykorzystanych szans. liczenie pierwszych zmarszczek na twarzy...Jaka ja już stara jestem...
Mam wakacje, któych mi ludzie zazdroszczą ( niektórzy by mnie za to w łyżce wody uotpili" zabrać nauczycielom pienądze za wakacje!), a ja siedzę przed komputerem całymi dniami albo przed tv usiłując zabić czas.
Próbowałam ewangelizować ludzi, ale tu nikt nie chce słyszeć nawet o Bogu, sami "porządni katolicy". Ja to "kociara z sekty".
Cięzko. Czy tak już będzie cały czas? Modlę się o jakąś zmianę od 10 lat. Ile jeszcze można wytrzymać? Kolejne 10? Czasem pojawi się ktoś, kto da miłe słowo. Ale to nic nie zmienia. Moje życie dalej jest bez sensu. Wychowam dzieci, a potem...mogę chyba już umrzeć...Zresztą- gdyby nie dzieci, dla których muszę żyć( potrzebują mnie), to już właściwie mogłabym odejść...:(
Teraz będę się już tylko starzeć.
Dookoła udaję, ze jest O.K. Uśmiecham się, robię zakupy, obiady, pracuję, ale w środku...już nie mogę. Śnią mi się koszmary, budzę się nad ranem, nie widzę dla siebie żadnej przyszłości. Boję się starości, brzydoty, którą ze sobą niesie, braku sił, chorób.
Wiem, że żadne "złote rady" mi nie pomogą. Dlatego proszę tylko o modlitwę. Bo z moich znajomych wierzących nitk się o mnie nie pomodli. Taki...zbór.
Joanna
Data:
14-07-2007 23:45
Data:
14-07-2007 23:45
do Melancholii:
myślę, że nie tylko "chyba" potrzebujesz modlitwy, ale na pewno potrzebujesz modlitwy.
Nie tylko wstawienniczej, ale także swojej własnej, osobistej. Tylko Jezus może Ci dać pokój trwały, nie tak, jak daje świat.
Modlitwa jest drogą do relacji z Bogiem, On daje wiarę, siłę i moc. Wszystko mogę w Chrystusie - jak mówi apostoł Paweł. Gdy Twoja relacja z Jezusem będzie żywa i silna to Biblia będzie Twoją Księgą Życia , będziesz pragnęła ją poznawać coraz bardziej i bardziej, bo tam będzie Słowo Boga do Ciebie, na każdy dzień, na każdą sytuację. "Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się powodziło." (Joz 1,8)
Lepiej nie osądzać innych, że się za nas nie modlą... Przecież nie zawsze ktoś, kto się modli rozgłasza to. Wielu ludzi pokornych i cichego serca modli się i wie o tym tylko Bóg.
Nie ma nic złego w wyraźnej prośbie o modlitwę. Ufam, że nikt nie odmówi.
A nawet jeżeli faktycznie nikt się o Ciebie nie modli, to zachęcam Ciebie, abyś Ty modliła się za braci. Przecież Pan Jezus dał nam taką "instrukcję ", abyśmy to czynili innym, co chcemy, aby oni nam czynili.
Ewangelizacją nie zaprzątaj sobie głowy, bo traktujesz to czysto po ludzku (przepraszam, nie chce Ciebie urazić, ale tak to odebrałam). Jeżeli będziesz gotowa to Pan Ciebie użyje - On wybierze miejsce, czas i sposób, i poprowadzi Cię w Duchu Świętym.
Spójrz na swoją sytuację z pewnego dystansu. Zobacz, jak wiele masz !!! Życie, zdrowie, małżeństwo, dar macierzyństwa, pracę, wspólnotę wierzących, wymarzone mieszkanie. Jak Pan Tobie błogosławi!
To wszystko są Jego dary, to nie jest tak, że każdemu się należy taki "standardowy pakiet".
Postaraj się dostrzec piękno życia w codzienności: spacer, ciekawa książka, dobra muzyka, ulubiony deser, wspólna zabawa z dziećmi, może wypad do większego miasta do ogrodu zoologicznego?
Może otworzyć się na drugiego człowieka - brata ze wspólnoty, kogoś samotnego, zaprosić do wspólnego spędzenia czasu z Waszą rodziną?
Może posłuchać kazania w internecie (pisałam o tym do Alicji w poprzednim poście)
Może poprosić pastora o rozmowę, o słowo otuchy i zachęty?
Polecam Ciebie Panu w swojej modlitwie
i pozdrawiam serdecznie
P.S. Nie sądzę, aby "porządne wakacje" (niby jakie - zagraniczne?) były panaceum na smutek duszy....
Serce człowieka jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Panu.....(Augustyn)
optymistka
Data:
15-07-2007 10:32
Data:
15-07-2007 10:32
Do Melancholia
Witam cię serdecznie. Ja tez pracuję w szkole i miałam podobne mysli do twoich. Jak możesz podaj mi twój e-mail to napiszę jak mi się udało wyjśc z podobnej sytuacji z pustyni.Chcę ci powiedzieć , że diabel będzie robił wszystko aby zniszczyc rodzinę. Te myśli to własnie od niego.
Pozdrawiam serdecznie. Mimo wszelkich trudności Jezus nie zostawia swoich owiec.
optymistka
Data:
17-07-2007 09:19
Data:
17-07-2007 09:19
do Joanny
No nie bardzo jest wskazane aby ludziom w depresji dawac rady lecz potrzebne jest serce a nie wskazowki lecz swiadectwa i okazywanie miłości
Melancholia
Data:
20-07-2007 14:22
Data:
20-07-2007 14:22
Lepiej nie osądzać innych, że się za nas nie modlą...
Nie osądzam. Przychodze do zboru i wychodzę. Na ulicy mówimy sobie "dzień dobry".
Przecież nie zawsze ktoś, kto się modli rozgłasza to. Wielu ludzi pokornych i cichego serca modli się i wie o tym tylko Bóg.
Jeśli nawet, to jakoś mi to nie pomaga.
to zachęcam Ciebie, abyś Ty modliła się za braci. Przecież Pan Jezus dał nam taką "instrukcję ", abyśmy to czynili innym, co chcemy, aby oni nam czynili.
Nie tylko się modlę, ale poszczę i błagam Boga, aby ten zbór jakoś ożył, a ludzie zapragnęli być napełnieni Duchem Św. Bo oni nawet takiej nauki nie słyszeli: ze można prosić o pełnię Ducha. Uważają , że otrzymali ją przy nowym narodzeniu i nie proszą o nic więcej, nie zabiegają też o dary.
Ewangelizacją nie zaprzątaj sobie głowy, bo traktujesz to czysto po ludzku
To nie była jakaś wielka ewangelizacja, tylko próby dzielenia się Dobrą Nowiną ze znajomymi z pracy, z sąsiadami, z rodziną. To ...zbyt ludzkie? Mam przestać?
Spójrz na swoją sytuację z pewnego dystansu. Zobacz, jak wiele masz !!! Życie, zdrowie, małżeństwo, dar macierzyństwa, pracę, wspólnotę wierzących, wymarzone mieszkanie. Jak Pan Tobie błogosławi!
Życie mam wypełnione pracą, której nie lubię, a ktorą muszę wykonywać. Małżeństwo...mój mąż jest oschły, nieczuły, zapatrzony w siebie, prawie się do mnie nie odzywa. Mimo, że jest wierzący, w ogóle już się z nami nie modli, a jego Biblia leży zakurzona w kącie. W dodatku zły jest na mnie, kiedy próbuję coś robić i mi wychodzi( a jemu nie) , bo mi zazdrości.
Macierzyństwo...Tak, to jedno dobre co mi się trafiło. Mam dwoje zdrowych dzieci( przy których jest ogrom pracy).
Wspólnota wierzących...No comments.
Mieszkanie...Jakie tam wymarzone. Po 11 latach małżeństwa i przed 40-tką ( i proszenia Boga o cud, żeby obyło się bez długów) oraz mieszkania w dziupli bez kuchni w 4 osoby wreszcie zdecydowaliśmy się na kredyt. Teraz już w ogóle nie pojedziemy na żadne wakacje i na nic nie będzie nas stać, bo wszystko zeżre kredyt, i tak przez następne 30 lat. Jak któreś z nas straci pracę, wylądujemy na ulicy.Naszych znajomych wierzących to spotkało, to może spotkać i nas. Człowiek się boi.
Postaraj się dostrzec piękno życia w codzienności: spacer, ciekawa książka, dobra muzyka, ulubiony deser, wspólna zabawa z dziećmi, może wypad do większego miasta do ogrodu zoologicznego?
Ile można spacerować. Na książki, w dodatku te ciekawe mnie nie stać, a z biblioteki miejskiej to już wszystki przeczytałam. Na jakieś fajne płyty też mnie nie stać, a za chłamem z radia nie przepadam. Deser ze względu na tuszę powinnam sobie odpuścić. A do ZOO nam za daleko i za drogo. Mieszkam w małej mieśnie na prowincji.
Może otworzyć się na drugiego człowieka - brata ze wspólnoty, kogoś samotnego, zaprosić do wspólnego spędzenia czasu z Waszą rodziną?
Próbowałam. Zaprosiłam do siebie pewne małżeństwo- raz, drugi odmówili, dałam sobie spokój. Potem poszłam do kogoś z upominkiem z pewnej okazji. Na tyle się ten ktoś mnie przestraszył, ze nawet na ulicy mnie nie poznawał. Poprosiłam siostrę ze zboru, aby mi w czymś pomogła. Powiedziała, że ...nie może, bo ma "nieczyste serce". Mam dość próbowania. Ci ludzie nie chcą zmniejszać dystansu.
Może posłuchać kazania w internecie (pisałam o tym do Alicji w poprzednim poście)
Może poprosić pastora o rozmowę, o słowo otuchy i zachęty?
Przeczytałam już setki kazań i tyleż samo wysłuchałam. Mam wrażenie, ze wszystkie są o tym samym.
Polecam Ciebie Panu w swojej modlitwie
i pozdrawiam serdecznie
Za modlitwę i pozdrowienia dziękuję. Również Cię pozdrawiam i życzę Ci, abyś jak najdłuzej czuła się szczęsliwa.
Wiktoria
Data:
20-07-2007 22:38
Data:
20-07-2007 22:38
nie dziwie się, ze maż do ciebie się nie odzywa, bo ma dosyć Twjego ciągłego biadolenia, gderania, i słuchać juz Ciebie nie może. Uzalaz się nas soba bez końca, szemrasz przeciwko Bogu i grzeszysz!!!!
Dla niejednej kobiety wszystko to, co ty masz, to jest marzenie nieosiągalne.
A co zrobisz, jakTwój maz znajdzie sobie inna, która nie bedzie biadolić, ale smiać się. Wtedy dopiero bedziesz miała prawdziwy powód do biadolenia.
Napisałas o winach innych względem Ciebie, a jakie sa Twoje winy w tym wszystkim, czy je zauwazasz??
A gdzie jest wdzięcznosc w Twoim sercu, za wszystko dziękujcie.
Policz proszę wciągu jednej godziny rzeczy, za które mozesz Bogu podziękować. I napisz prosze mam tu na forum ich liczbę :-)).
Zobacz ile dobra masz w kazdej godzinie twojego zycia.
A moze chciłabyś liczyć przez cały dzień :-)), a moze przez tydzień??? Przypuszczam , ze w tym liczeniu pogubiłabyś się, bo tyle dobra jest w twoim zyciu. A jak bedziesz chciała, to i maz bedzie pieknie się do ciebie odzywał.
Melancholia
Data:
23-07-2007 11:38
Data:
23-07-2007 11:38
Oceniasz mnie i z góry osądzasz...Fajny post, nie ma co...
Mój mąż ma objawy choroby sierocej, jeśli Ci to cokolwiek wyjaśnia. Z takim kimś naprawdę trudno się żyje. I wcale mu nie biadolę, jak myślisz, Właściwie to w ogóle niewiele rozmawiamy.
To zbyt bolesne pisać o tym wszystkim, co musiałam mężowi wybaczyć. W dodatku nikomu w realu teogo n i g d y nie mówiłam, właśnie ze względu na takie fajne reakcje, jak Twoja( osądzanie, pouczanie, zote rady).Zero zrozumienia. Do psychologa świeckiego już nie pójdę, a chrześcijańskich w Polsce nie znam. Zarówno ja, jak i mój mąż potrzebujemy pomocy, ale chrześcijanie okazują nam tyle serca, że ...odechciewa się.
Ja prosiłam tylko o modlitwę.
Pozdrawiam: M.
Michau
Data:
23-07-2007 14:52
Data:
23-07-2007 14:52
Melancholia, myślę że dobrze cię rozumiem, gdyż sam chorowałem na depresję od małego dziecka. Przez kilkanaście lat dziesiątki ludzi modliło się o mnie, wysłuchiwałem setek rad, kazań i pouczeń, kazano mi się radować i cieszyć, modlić i pościć, i robić masę innych rzeczy które miały mi pomóc. Karcono mnie i napominano, pocieszano i nauczano, i tak w kółko. Wszystko to jednak nic nie dało, bo dalej byłem chory! Osobie która choruje na depresję nie wolno kazać radować się "na siłę", bo depresja jest chorobą mózgu która to uniemożliwia!
Nie słuchaj rad ludzi takich jak Wiktoria, którzy chcą cię przekonać że to twoja wina iż mąż się do ciebie nie odzywa, każą ci się cieszyć "na siłę" i tak dalej. Oni tylko wpędzają cię w poczucie winy. Ja to wszystko robiłem, i sprawiało to że czułem się jeszcze gorzej. To tak jakby niewidzącemu człowiekowi kazac rozróżniać kolory. Depresja zaburza pracę mózgu, powodując że wszystko widziane jest w czarnych barwach, nie ma żadnej radości, brak sił do codziennego życia i podejmowania zwykłych decyzji oraz czynności, itp. To jest choroba, i na pewno nie jest to twoja wina że jesteś chora!
Depresję należy bezwarunkowo leczyć. Leczenie nie zmieni sytuacji życiowej w jakiej człowiek się znajduje, ale zmienia nasze nastawienie do niej i pozwala wreszcie dostrzec w życiu radość. Nie deprecjonuję tu mocy modlitwy, i wierzę że Bóg uzdrawia, ale prawda jest taka że często potrzebna jest pomoc lekarza, tak samo jak i przy innych chorobach. Ja po półrocznym leczeniu poczułem się naprawdę lepiej i zacząłem wreszcie inaczej patrzeć na różne sprawy. Podobnie jak zapalenie płuc czy nadciśnienie, depresja jest zwyczajną chorobą która można i trzeba leczyć - i do tego przede wszystkim cię zachęcam.
--
Michau - Myślący chrześcijanin
Wiktoria
Data:
23-07-2007 17:28
Data:
23-07-2007 17:28
Michau, alkoholizm, czy narkomania tez jest choroba i lekarze potrafia te choroby leczyć. Ale tylko chrześcijanie mówia do takich osób nawróc się, przestan grzeszyć, zawołaj do Jezusa........
Można i trzeba pomagać takim ludziom wszystkimi sposobami.
Osoba chora na depresję musi miec swiadomość grzechu w tej chorobie, któremu się poddaje........., taka jest prawda przed Bogiem, żeby ze wszystkich sił, w desperacji, w Panu Jezusie szukała ratunku i na Jego działaniu polegała!!!! Słowo Boże przyjmowała do serca jak powietrze, bo tylko ono ma moc uzdrowic dla chwały Bożej.
A ty powiedziałeś idź do lekarza i dobrze powiedziałeś.
Pozdrawiam...
Melancholia
Data:
23-07-2007 17:40
Data:
23-07-2007 17:40
Jadwiga
Data:
23-07-2007 19:05
Data:
23-07-2007 19:05
do Melancholii:
Serdecznie cię pozdrawiam i będę się o ciebie modlić tak jak prosisz, ja mam 39 lat jestem nauczycielką w małym miasteczku, też mam dwoje dzieci, zapracowanego męża i wakacje, które mijają w zastraszającym tempie na siedzeniu w domu. Twój list mógłby być też moim listem bo w wielu punktach czuję się tak jak ty, dlatego tym bardziej chciałabym cię zachęcić i wesprzeć, mi pomógł twój list kiedy zdołowana siadłam do komputera, ujeła mnie twoja szczerość wierzę że Jezus widzi wiele osób które, tak jak ty i ja w tych trudnych czasach czują się samotne i opuszczone w swojej codziennej walce, zwłaszcza w takim wieku jak nasz gdy się ma wrażenie że już nic się nie osiągnie, to pewnego rodzaju kryzys wieku średniego, który dopada również ludzi wierzących, gdy wydaje się, że nie spełni się już swoich marzeń ja to rozumiem bo sama jestem taką osobą. On kocha dzieci , młodych i przebojowych, staruszków i nas prawie czterdziestolatków z Polski, którzy musza spłacać kredyty żeby godnie mieszkać.Chciałabym cię pocieszyć i błogosławić bo i mnie Chrystus pociesza i ciebie pocieszy tak jak mnie. On cię kocha i nie pozostawi samej, wiem że żadne słowa tu nie wystarczą,żeby cię pokrzepić dlatego będę się o ciebie modlić, o twoją rodzinę, sytuację finansową i powrót nadziei na lepsze. Jezus jest żywym Bogiem i bliski jest tych, których serce jest złamane. Pozdrawiam i zapewniam o modlitwie wstawienniczej.
Michau
Data:
24-07-2007 11:16
Data:
24-07-2007 11:16
Wiktorio, alkoholizm i narkomania są grzechem, gdyż człowiek samodzielnie zaczyna używać używek i uzależnia się od nich poprzez własne decyzje i postępowanie. Depresja nie jest grzechem, gdyż nie nabywa się jej z własnej woli, ale się na nią zapada, tak jak człowiek zaczyna chorować na katar albo zapalenie spojówek. Widzisz przecież, że Melancholia nie chce trwać w takim stanie, walczy z nim, świadomie podejmuje wysiłek aby coś zrobić. Dlatego na pewno chorując nie popełnia grzechu!
W ciągu tylu lat, gdy wszyscy kaznodzieje i duszpasterze próbowali mi pomóc, zauważyłem dwie fałszywe i bardzo szkodliwe postawy ludzi wierzących webec depresji:
1. Popełniasz grzech! Użalasz się nad sobą! Jesteś niewdzięczny wobec Boga! Pokutuj! Rzeczywiście, ktoś bardzo niedoświadczony mógłby pomylić depresję z szemraniem, ale nawet pobieżny rzut oka pozwala dotrzec że osoba w depresji różni się od osoby niewdzięcznej wobec Boga zasadniczo! Osoba chora bowiem chce coś zmienić w swoim stanie, w odróznieniu od osoby buntującej się wobec Boga której jej stan doskonale odpowiada.
2. Brak ci radości! Raduj się w Panu! On ci tyle dał! Uwielbiaj go! Zmuszanie się do radości na siłę nie pomoże człowiekowi z problemem, gdyż będą to tylko zewnętrzne, martwe uczynki. Jego wnętrze potrzebuje uzdrowienia, a ono nie nastąpi jeśli będzie się go zmuszało do jakichś zewnętrznych, pustych działań. Fakt że osoba w depresji nie potrafi się radować, ale to jest objaw choroby a nie jej istota! Należy leczyć przyczyny, a nie objawy.
Obie te postawy nie pomagają choremu człowiekowi, a tylko wpędzają go w poczucie winy: "nie jestem dobrzym chrześcijaninem, skoro nie potrafię zrobić tego co oni mi każą". Powoduje to tylko pogłębienie depresji, zatem przynosi odmienny skutek od zamierzonego.
To prawda, że najważniejszą rzeczą jest szukać Boga i Jego pomocy. To właśnie Bóg, poprzez modlitwę, objawił mojej narzeczonej i mnie, na czym polega moja choroba. Żaden z tych dziesiątek kaznodziei i duszpasterzy nie wpadł na to! Zastanawiam się, jak w ogóle byli oni przygotowani do udzielania duszpasterskiej pomocy, skoro 95% z nich umiało tylko wpędzać mnie w poczucie winy za pomocą jednej z podanych wyżej postaw. Ale to Bóg objawił nam na czym polega prawdziwy problem, i że należy udać się do lekarza. I to było rozwiązanie od Niego, bo okazało się skuteczne.
Melancholio, wiem dobrze, co czujesz wobec wielu spraw: chodzenia do pracy której się nie cierpi, zboru w którym wszyscy sa obojętni, rodziny w której nie znajduje się zrozumienia ani współczucia, strachu o kredyt wzięty na 20 lat, niemożności modlitwy ani czytania Biblii. Przechodziłem przez to samo. Bóg Ci pomoże, tak jak pomógł mi. Niech On Ci błogosławi i prowadzi. Nie daj się wpędzić w spiralę poczucia winy!
--
Michau - Myślący chrześcijanin
Melancholia
Data:
24-07-2007 19:00
Data:
24-07-2007 19:00
Jeszcze raz dzięki Michau i Jadwigo...widzę, że mnie rozumiesz. Może to i jest kryzys wieku średniego.Kiedy konfrontujemy nasze mlodzieńcze marzenia z twardą rzeczywistością i już wiemy, że nic z nich nie będzie...
Co do Wktorii- pisze, jak typowa młoda osoba, która chyba jeszcze niewiele w życiu przeżyła. Ładnie piszesz o tym "Słowie Bożym, które trzeba przyjmować jak powietrze...Przypomnij sobie o tym w godzinie próby. I jeśli nadal będziesz uważała, że to takie proste, odezwij się...podziel świadectwem.
Bo nie wystarczy znać teorię.
Dariusz
Data:
21-10-2008 20:56
Data:
21-10-2008 20:56
bardzo prosze o modlitwe za pewna kobiete, aby Pan wyprowadzil te kobiete z ciemnej drogi i zeby nawrocila sie do Boga, a takze o usilnosc mojej modlitwy, moich modlitw.
Pozdrawiam
Dariusz
Pszczoła
Data:
22-10-2008 14:27
Data:
22-10-2008 14:27
Mariola
Data:
22-10-2008 16:18
Data:
22-10-2008 16:18
Darku,aby ta kobieta sie nawrocila,ktos musi jej powiedziec o zbawieniu w Jezusie.Moze to ty masz zrobic?Jesli tak,to bede sie modlic,zeby Pan wykorzystal cie jako swoje narzedzie w tym wzgledzie.