KZ Emaus
"W domu Ojca mego wiele jest mieszkań, gdyby było inaczej byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce." (Jana 14:2)

Temat: i jak tu żyć????

Autor
Post
JohnCTN

Data:
13-02-2006 18:49

hmmm witajcie... powiem tak zwiezle jak to tylko mozliwe....

poznalem fajna dziewczyne... znam ja jakos od roku... ale moje "serce" jej nie widzialo... a teraz gdy ból zanika... "serce" cos zauwazylo w tej dziewczynie.

I wszystko byloby jasne gdyby nie fakt, ze ja jestem po rozwodzie... i wg Waszych zasad powinienem byc sam... a dziewczyna, ktora mnie interesuje wyznaje Wasze Wyznanie... no i teraz jak mam wytlumaczyc mojemu "sercu" ze nic z tego nie bedzie????

pozdrawiam
JohnCTN
GOSC

Data:
14-02-2006 19:38

Stary, czy każda dziewczyna, ktora Cie interesuje jest rownie zainteresowana Tobą, może ona jest "zajęta?" Znasz ja, rozmowa z nią nie jest zabroniona w żadnym wyznaniu, może "serce" to zrozumie?! Pamiętaj, że język słuzy do komunikowania się miedzy ludzmi, a ludzie, ktorzy wierzą Bogu nie kłamią! Tak uważam i skromnie Ci radzę, bo szkoda "serca"...
JohnCTN

Data:
14-02-2006 21:38

Nie ma kazdej... zawsze myslalem, ze jest tylko jedyna... jakos zle odebralem ten post. Moze mialem go tak odebrac, a moze zle go zrozumialem. Az dziw, ze obracam sie w kregu ludzi, ktorzy są z tego Zboru. Nigdy nie wnikalem w to i nie dzielilem osob roznych wyznań, co wiecej staralem sie wierzyc w Boga, ale po tym co mnie spotkalo juz nie wierze i pewnie dlatego, ze mam cholerny żal do Niego i jeżeli Bog istnieje, to jest pewny tego, ze mi wyżądził krzywde... w jakim celu???... by mi bylo lepiej - tak to moze interpretujecie... albo inaczej, skrzywdzil mnie bym lepiej poznal Jego... no coz, takie rozwiazania nie zblizaja do Boga, choć moze na innych to dziala.

pozdrawiam
JohnCTN
Luthien

Data:
15-02-2006 12:26

Może jestem ograniczona, ale nie rozumiem na jakiej podstawie sądzisz, że Bóg cię skrzywdził?? Dlatego, że nie kocha cię jakaś dziewczyna? Czy to On kazał ci ją pokochać? Nie rozumiem w czym problem... A gdyby ta dziewczyna nie kochała cię i była np. satanistką to też uważałbyś że to Bóg robi ci krzywdę? Jeśli możesz wyjaśnij jak widzisz rolę Boga w całej tej sytuacji. Pozdrawiam
JohnCTN

Data:
16-02-2006 00:04

"dlatego, ze nie kocha cie jakas dziewczyna?"
brak mi slow jak obrazilas w tym momencie mnie piszac w ten sposob o mojej bylej zonie.

To nie jest jakas tam dziewczyna, to cudowna kobieta , matka 2 corek itd, slowa zlego nie powiem na nia, choc odeszla, bez powodu itd....
Zycie jest dziwne i nie zrozumiale, los czlowieka jest powiazany z rzeczami na ktore nie mamy wplywu (za duzo czynnikow zewnetrznych). Co tu dodac, moze jeszcze to, ze dzis czlowiek nie ma czasu na nic, ciagle zabiegany zapracowany a zycie ucieka pomiedzy palcami.

A teraz odpowiem.

Odpowiem tobie to tak jak najlepiej potrafie.

Otoz trzeba umiec odroznic co jest darem od Boga a co nie jest... jest w Bibli cos takiego napisane aby odrozniac owoce dobre od tych zlych,

wiec dziele je tak

1) poznaly sie 2 osoby, kochaly sie itd. (to dobry owoc)
2) znalazly sie przed oltarzem i przyrzekly sobie przysiege malzenska (to dobry owoc)
3) urodzily sie 2 coreczki zdrowe (to dobry owoc)

wiec zakladam, ze tymi darami chyba obdazyl mnie Bog (wczesniej tak zakladalem)

Dzis mam zal, ze sie mna bawi jak kukielka... nie jestem HIOBEM !!!
i nie bede ponosil odpowiedzialnosc za grzechy EWY i ADAMA bo to samo w sobie jest niesprawiedliwe

Moge ponosic i dzwigac wlasne grzechy, nie innych... no ale moze inni lubia cierpiec za innych, ja stanowczo nie lubie cierpiec bo ktos mnie skrzywdzil nie bede wnikal czy to Bog czy np. moja byla zona... jedno jest pewne i tego bede sie trzymal zawsze.

Dzieci sie kocha i im sie pomaga tak bardzo jak to tylko mozliwe... nie oddaje sie im wolnej woli bo to tylko symptom braku zainteresowania - Bog tak robi bo mu wygodnie nic nie robic - a grzechem jest lenistwo - wiec jak to jest Bog Grzeszy???

Teraz odnosnie tego co powiedzialem.... ja jako ojciec nie pozwolilbym by moje corki zrobily sobie krzywde... sa male, swiata nie znaja... trzeba je teraz chronic... i tak widze milosc, Bog nie daje milosci tylko jej oczekuje od ludzi... a mi sie zawsze wydawalo, ze milosc nie jest interesowna tylko bezinteresowna... a wiec nie wymaga od drugiej strony czegokolwiek... poprostu milosc to milosc, miloscia jest dawanie milosci a nie oczekiwanie na odwzajemnienie.

Wiec mam ZAL DO BOGA, ze mnie olał - i tak to widze.

pozdrawiam
JohnCTN
Luthien

Data:
16-02-2006 11:15

Z tego co zrozumiałam z poprzedniego maila jesteś osobą po rozwodzie, zakochaną w osobie z naszego kościoła. Dlatego napisałam że "nie kocha cię jakaś dziewczyna". Nie miałam na myśli twojej byłej żony i nie wiem skąd miałes takie wrażenie. Po drugie Bóg dał nam wolność i naszą odpowiedzialnością jest jak z niej korzystamy. Czy naprawdę do konca życia nie pozwolisz swoim dzieciom wybrać ich własnej drogi, bo coś im się może stać? Czy do konca życia będziesz nimi sterował? To niemożliwe, prawda? Każdy może decydować o tym, co robi, to prawo i obowiązek człowieka. Bóg w pewnym sensie nic do tego nie ma... Nasza wolna wola to nie jest przejaw braku zainteresowania z Jego strony. On nas kocha i gdy wierzymy w niego troszczy się o nas. Nie znaczy to, że nigdy już nie cierpimy i nie jesteśmy ranieni przez ludzi! Poza tym Hiob w całym swoim cierpieniu nigdy nie zanegował Boga. To daje do myślenia, prawda? Nie uważaj, że dźwigasz cudze grzechy, bo to zrobił tylko Jezus, biorąc na siebie grzech twój i mój. My po prostu żyjemy wśród ludzi którzy nas ranią, powodują cierpienie, ale Bóg chce nas w tym wszystkim pocieszyć. Widzę, że nie bardzo znasz Biblię, bo ona mówi wiele o tym, jaki Bóg jest naprawdę. Zachęcam cię, poczytaj zanim Go osądzisz. On zrobił tak wiele dla nas. I także ciebie kocha, choć może nie widzisz tego w swoim życiu. Nie myl działania Boga z działaniem człowieka. On kocha wiecznie, a człowiek jest zmienny i niestały w uczuciach.

Pozdrawiam.
anonimowa

Data:
19-02-2006 14:46

Uwierz mi, że parę dni temu przezylam wiekszą tragedię i nie mowie ze nosze grzechy całego świata i nadal ufam Bogu. Nie chce o tym teraz pisac. Ale wiedz, że Bóg Cię kocha i jest dobry.
JohnCTN

Data:
24-02-2006 02:59

Nigdy nie chcialem rozwodu i nigdy nie chcialem rozbijac zwiazku, to taki poczatek, ale dzis juz nie moge osobie tej zaufac... i dlatego nie bede wchodzil 2 raz do tej zamej rzeki - bo sie nie da.... nie czuje sie winny tego, ze cos sie rozpadlo i chce zyc dalej i ulozyc sobie jakos zycie..... to wszystko co mam do powiedzenia, jezeli chodzi o to co bylo.

A teraz o tym co jest... poznalem jedna dziewczyne i jest z Tego zboru, moglbym sie nią zainteresowac, moze nawet by cos z tego bylo, ale wasza wiara dziwnie dzieli ludzi... zreszta nie tylko wasza, ale wiekszosc wyznan. To mialem na mysli i szkoda, ze tak sie dzieli ludzi... a Bóg nie dzieli ludzi... podobno wszystkich tak samo traktuje... wy nie tak samo... to takie moje spostrzezenie.

Nadajemy na innych falach, dlatego trudno sie nam rozmawia, ale wim, ze sa tu osoby, ktore mnie dobrze znaja i nie potrafia wielu rzeczy przedstawic wg wyznania, bo sie nie da. Wyznanie to jedno, a zycie to cos innego. Milosc Boga to jedno, a milosc czlowieka to cos innego, to samo sie tyczy Bóg nie ingeruje w nasze decyzje bo nas kocha i szanuje nasza wolna wole, ale moze czynic rzeczy nie odbierajac nam naszej wolnej woli, a nie robi nic.

Przykladow moglbym tu podac wiele, tylko po co? Wszystkie obalicie w niewytlumaczalny i nielogiczny sposob, natomiast fakty ominiecie bo tak wygodniej.

pozdrawiam
JohnCTN
Luthien

Data:
25-02-2006 13:49

Owszem, masz rację. Bóg może czynić różne rzeczy nie odbierając nam naszej woli. Ale czy coś robi czy nie, my akurat nie wiemy. Czy jesteś wszechwiedzący twierdząc, że Bóg niczego w danej sprawie nie robi? Czy znasz Jego myśli i zamiary, każde Jego posunięcie, Jego plany?

Poza tym mówisz, że Bóg nie dzieli ludzi - to oczywiście bzdura. Dzieli ich i to bardzo wyraźnie na grzeszników i zbawionych. Dzieli ich na takich również Jezus, tak, ten słodki i dobry Jezus. On przyszedł żeby ludzie mogli zostać zbawieni, ale jeśli w Niego nie uwierzą - będą potępieni. To jest jakiś podział, prawda?

Bóg wszystkim daje szansę. Ale od nas zależy, jak nas będzie traktował dalej, czy jako dzieci, czy jako tych, którzy Go odrzucili. Więc traktuje nas tak samo, ale dzieli nas zależnie od naszego wyboru - to jest ta różnica.

Cała Biblia mówi o jednym: On jest wszechmocny. Robi to, co chce. I my możemy się z tym nie zgadzać, to niczego nie zmieni - ani Jego władzy, ani mocy. Możemy się nie zgadzać z Jego decyzjami ile tylko chcemy, ale to On rządzi. Jest dobry, kocha człowieka, ale jest Władcą wszystkigo co istnieje. On rozpoczął wszystko i On wszystko zakończy. Jeśli tego nie uznamy - to nasz problem, nie Jego. Takie są fakty. I możesz je ominąć, bo tak jest wygodniej.
JohnCTN

Data:
25-02-2006 17:35

Rozpocząlem ten temat z zupelnie innego powodu... "i jak tu zyc", a zeszlo na zupelnie inny problem, nie uzyskalem za to odpowiedzi na tytulowe pytanie.

Czy wg Was nie jestem godny zwiazac sie z kims i mam zyc sam? Mam byc sam i sobie sam radzic itd, nie mieszam w to Boga, pytam o zycie tu na ziemi i o tym, ze ciezko sie zyje samemu itd, nie bede tez mowil, ze zycie samemu to puste zycie, nawet jak w nim jest miejsce dla Boga, bo to niczego nie zmienia. W koncu nawet w Raju Adamowi sie zle zylo jak byl sam... wiec tu na tym swiecie, ktory odbiega duzo od raju jest tak samo, a i na pewno jeszcze ciezej sie zyje samemu. Wiec jak dalej żyć???

pozdrawiam
JohnCTN
Tomasz

Data:
02-03-2006 10:23

Masz kontakt z córkami?
Tomasz

Data:
04-03-2006 19:59

Opowiem Ci Johnie bajkę.
Pewnego razu dwóch przyjaciół postanowiło założyć sad. Pożyczyli pieniądze, kupili ziemię i sadzonki, posadzili je, podlewali, nawozili, doglądali codziennie broniąc przed szkodnikami, i z niecierpliwością wyglądali pierwszych owoców.
Tymczasem nadszedł termin spłaty pożyczki, a że nie mieli czym zapłacić, bank zajął ich ziemię i sad. Co więc zrobili? Jeden z nich spakował cały swój dobytek do worka i wyruszył za ocean szukać swojego szczęścia. Drugi pomyślał: trudno porzucać to, co własnymi rękami sadziłem i pielęgnowałem; najmę się do pracy u właściciela banku. Tak zrobił, i dalej spędzał długie dni w sadzie, doglądając drzew, dbając o nie i oczekując dnia, kiedy pojawią się na nich pierwsze kwiaty i owoce.
Jak myślisz? Który z nich kochał sad, ziemię i drzewa, które w niej zasadził, a któremu zależało na zysku, jakiego się po nich spodziewał?

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Tomasz
JohnCTN

Data:
16-03-2006 22:38

Na wstepie, chcialem przeprosic za cisze w tym temacie... odnioslem wrazenie "Ataku z Waszej strony" i stwierdzilem, ze:
Po 1 - Co kolwiek napisze to jestem przegrany.
Po 2 - Wasze, życie to bajka jakos Wam sie ulozylo i nie wiecie co to "takie problemy" (oczywiscie ciesze sie bardzo, ze Was takie nie dotycza)
Po 3 - Uważam, ze moge zostac ateistą i być "dobrym czlowiekiem" - choc Waszym zdaniem bede jak "Tredowaty"

Tomasz.

Odpowiadam na 1 twoje pytanie, choc mysle, ze to nie jest istota mojego problemu... mam kontakt z moimi corkami... choc nie ukrywam, ze ten kontakt zanika... nie jest to problem tego, ze dzieli nas odleglosc itd, tylko problem tkwi w tym, ze:

Po 1 - Moje corki chca by bylo tak jak kiedys - nie moge im tego obiecac, a nie moge patrzec na ich lzy, bo mi serece peka im tez.

Po 2 - Ze wzgledu na takie emocje kontakt jest ograniczany przeze mnie, oszczedzam niepotrzebnych lez corkom i sobie - (mniejsze zlo) - nazwijcie to jak chcecie, nie musze byc az tak silnie umocjonalnie by z tym walczyc i chyba wole unikac tego typu przezyc.

Po 3 - skoro stalo sie cos takiego jak rozbicie rodziny - co nie bylo moim zyciowym celem i nigdy mi to na mysl nie przyszlo i w takim razie doznalem szoku i moze ucierpiala moja psychika z która nie chce juz walczyc, to poprostu chce zamknac tamten rozdzial zycia - moze i to nie jest dobre rozwiazanie, moze ide na latwizne - oki macie racje ide na latwizne bo nie mam juz sil walczyc z wiatrakami jak Don Kichot .... jak Hiob itd. Ogolnie to jestem tym wszystkim tak zmeczony, ze chcialbym nie wiem , uciec na koniec swiata, uderzyc sie w głowe i doznac utraty tego co teraz mnie boli i mam to w pamieci (rodzina, wspomnienia milosc itd) chcialbym zaczac od nowa i wiem, ze sie nie da i to boli.

a teraz bajka..... fajna bajka, ale to tylko bajka... niestety
ogolnie jest tak, ze jezeli ten jeden ze wspolnikow mial podpore ... rodzine itd, to mu pomogli psychicznie, chyba nie wiesz jak to wazne, ja wiem i wiem jak ciezko jest naprawde samemu..... mozna kochac sad itd.... ale to nie wszystko, a takie historyjki to tylko bajki, i moze fajne , mozna przemyslec rozne rzeczy, nie mniej jednak to tylko bajka, a zycie to zycie.

do Luthien

Nie wiem co zrobil Bog ale nie bede wnikal i tracil czas na tym by usilnie szukac tego co Bog zrobil albo jaki ma plan. Natomias oceniam fakty a fakty sa dla mnie dramatyczne... oceniam czyny Boga po owocach, a te moge zbierac na codzien.... same zgnile, popsute itd.

pozdrawiam

JohnCTN
Luthien

Data:
17-03-2006 17:40

Nie mogę do teraz pojąć czemu masz do Boga pretensje, ale mimo wszystko wspólczuję Ci. Czemu mieszasz Go do swoich osobistych wyborów, do decyzji które podjąłeś sam albo które podjęła Twoja b.żona - nie rozumiem. Jak możesz mówić że to zło, które ma miejsce, co się dzieje w Twoim życiu to czyny Boga...? Ale chyba nie będziesz mi w stanie mi tego wytłumaczyć, może przez ból i poplątanie musisz kogoś obwinić, wiele osób tak robi. Pozdrawiam Cię.
Beata

Data:
03-04-2006 19:38

Tak, warto żyć poprostu warto żyć, z Bogiem naprawdę warto żyć i tyle
tomasz

Data:
05-04-2006 11:58

Życie to nie bajka i wierz mi, dobrze o tym wiem, bo nie żyję pod kloszem, a wśród ludzi z krwi i kości. Ale jest tym, czym my je czynimy. Jeśli chcesz konkretnej odpowiedzi, po co zadajesz pytanie? A jeśli je zadajesz, to wysłuchaj odpowiedzi :-)

Odpowiedz

Imię:
Email:
- niewymagane
Treść:
 
kod z obrazka
Kod z obrazka:
 
Wysyłając formularz akceptuję Regulamin forum emaus.zgora.pl
 
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003 - 2012 emaus.zgora.pl
online: 31 • dzisiaj: 802 • wszystkich: 2129778