KZ Emaus
"Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! Jeśli zaś nie - przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie nawrócisz. " (Objawienie 2:5)

Temat: zapętliłem się

Autor
Post
jacek

Data:
11-11-2005 19:45

cześć.
Mam na imię jacek. Jeszcze 5 lat temu byłem gorliwym członkiem KZ W PEWNY MIASTECZKU. Nawróciłem się prosto z ulicy, Bóg wyzwoliłmnie z nałogów, dał prawdziwy sens zycia. Łykałem Ewangelię jak świeze bułeczki, nawróciło się sporo moich znajomych (ewangelizacje, koncerty, grupy domowe, posty, modlitwa) zostałem liderem w KZ. To był sens mojego życia (pozyskiwanie ludzi dla Jezusa).

Spotkałem na którejś ewangelizacji kobietę z rodziny od pokoleń Chrześcijańskiej niecharyzmatycznej. I co tu duzo gadać, zakochałem się. Tak mocno, ze nie widziałem jej liberalnego podejścia do zycia, I to moi bracia i siostry zauważyli jak bardzo się zmieniłem pod jej wpływem. Szedłem jak zaczarowany, naiwny, nierozważny młodzieniec. Mimo iż mi odradzano ożeniłem się. Ocknąłem się po trzech miesiącach, ta kobieta nie chciała mieć nic wspólnego z moim kościołem, przyjaciółmi i rzecz jasna nie mogłem już uczestniczyć w zborowym życiu. Liczyłem ze może coś się zmieni, nie chciałem się rozwodzić . Niestety 90% czasu razem spędzanego to były awantury, przestałem chodzić do zboru. Ten marazm trwa juz cztery lata, na dam rady, chcę być jeszcze szczęśliwy. Postanowiłem ze złoże papiery rozwodowe, żona potwierdziła słuszność tej decyzji. Po rozwodzie chcę wrócić do kościoła, czy to będzie możliwe? Już teraż czuję się jak trędowaty, i co dalej do końca życia muszę być sam? Boże, ja nie chcę być sam. Czy mój błąd przesądził o całym moim zyciu? Boję się. Pozdrawiam.
Mark

Data:
12-11-2005 21:34

Pierwsze pytanie to Jak wierzysz - kim jesteś? Jeśli rzeczywiście Bożym dzieckiem przez zaufanie Jezusowi Chrystusowi to On ma plan dla Ciebie w tej sytuacji, w której się znalazłeś. On wie co nalezy też uczynić. Czy rozwód to dobre (Boże) rozwiązanie? Nie chcę to dawać łatwej odpowiedzi. Zachęcam Cię jednak do:

1. Wzięcia odpowiedzi od Pana Jezusa z Jego Słowa - jak pewnie wiesz On przemawia dziś przez Swoje Słowo. Najpierw jednak ważne jest aby serce było wprowadzone przez modlitwę w stan gotowości do przyjęcia każdej Jego woli. Więc wyznaj każdy znany Ci grzech, porzuć go i módl się do Pana Jezusa prosząc o Jego wolę dla obecnej sytuacji w Twoim życiu.

2. Porozmawiaj z dojrzałym wierzącym (starszym zboru) o Twojej sytuacji - módlcie się razem. Nie działaj pochopnie. Jedno jest pewne, Bóg ma dalszy plan dla Ciebie - Jego plan!
MATI

Data:
13-11-2005 18:04

Jacku,
- nic nie wynika z Twojej wypowiedzi dlaczego chcesz się rozwieść ze swoją żoną, by miec spokój od awantur?, przecież ślubowałes jej wierność aż do śmierci, na dobre i złe. Przecież ona nie porzuca Ciebie, ale Ty, który boisz się samotności, szukasz jakiejs drogi na skróty. Chyba nie muszę Ci przypominać, ze za swoje czyny ponosimy konsekwencje. 4 lata - to czas "docierania sie" małżeństw aTy już zmęczony.

Bóg ma moc i możesz, powinieneś wołac do Boga o zmianę swego położenia, odnowienie miłości do żony, odnowę swojej relacji z Bogiem a także jej nawrócenie. Poki zyjemy nie jest za póżno, zapomnij o rozwodzie. Nie poddawaj się modzie rozwodów - dziś coraz popularniejsza forma ucieczki od problemow.

Czy macie dzieci ?
młody

Data:
13-11-2005 19:39

Proponuję przeczytać ten artykuł - Wszystko co powinieneś wiedzieć, zanim zdecydujesz się na rozwód. Jest tam wiele wskazówek, które mogą się przydać w Twojej sytuacji.
jacek

Data:
15-11-2005 09:43

Witam
Dzięki za chęć pomocy. Pewnie jak miałbym udane małżeństwo, albo byłbym kawalerem to również bym się starał udzielać mądrych rad. Tak też i robiłem, ale zycie zweryfikowało trochę moję poglądy i nie wszystko jest czarne lub białe. Nie mam społeczności z wierzącymi i to już pewnie dyskwalifikuje mnie u niektórych z Was jako Boże dziecko.

Mati/ sprawa jest bardziej skomplikowana niż to opisałem. Moja zona miała kilka romansów, nie wiem dokładnie co tak naprawdę miało miejsce, ale fakt nocowania u obcego mężczyzny o czymś musi świadczyć! Dzieci nie mamy.

Mark/ Zawsze wierzyłem, że Bóg ma plan, zaufaj mi przez sześć lat mojego aktywnego zycia w zborze Pokazywał mi to nie raz. Załamałem się, wiesz jak to jest? kiedy przychodzisz do kościoła miesiąc, dwa, trzy po ślubie sam i wszyscy niebezpodstawnie pytają? kiedy widzisz uśmiechnięte i szczęśliwe małżeństwa stojąco obok siebie w ławkach, a ty jesteś sam!!! Nie tak to planowałem. Ponoszę konsekwencje błędnej decyzji, bo czy to może być Boży plan? Pewnie powiecie, że oczywiście może. Tylko czego mnie to nauczy, żeby nie pakować się w kolejne związki z wątpliwą wierzącą, zeby opowiadać i przestrzegać młodzież zborową ze wybierając sobie partnerkę życiową trzeba myśleć głową a nie......

Zwracałem się do Boga w modlitwie, może brakuje mi cierpliwości.
aldona

Data:
15-11-2005 22:43

Myślę, że masz rację, brakuje ci cierpliwości. Ja czekam na nawrócenie mojego męza 9 lat. Wierzę że BÓG to uczyni. Były i są okresy trudniejsze w naszym życiu a bywa, że mój mąż zaskakuje mnie i zawstydza. Właściwie nie mąż mnie zawstydza, a mój brak cierpliwości i niewiary w to że BÓG ma wszystko pod kontrolą. Widzę drobne, często bardzo drobne kroki mojego męża w stronę BOGA. Czuję obecność BOGA. BÓG nie jest ograniczony w żadnej rzeczy chyba, że sami GO ograniczamy. Wszyscy znajomi, którzy go znają zrezygnowali, stracili nadzieję, ale w takiej sytuacji czy nie do współmałżonka należy wiara w to co uznawane jest przez innych za niemożliwe? Czy to nie my powinniśmy codziennie stawać w modlitwach przed PANEM? "dla BOGA nie ma nic niemożliwego" - wierzę w to, modlę się, czekam i kiedy myślę o dniu nawrócenia mojego męża łzy radości już dziś płyną mi z oczu.

NIE PODDAWAJ SIE!!!!!!!!!!! Jeśli chcesz będę cię wspierać modlitwą o twoją żonę.

Pozdrawiam w IMIENIU JEZUSA
aldona

jacek

Data:
16-11-2005 18:48

Dzięki Aldona!!!
JEST miedzy nami pewna różnica. Ty kochasz swego męza, a moje uczucia do zony są skaleczone i tak naprawdę nie wiem co czuję. Słysze ze Jesteś gorliwa, czy Twój mąz nie wywiera na Tobie presji, kiedy kontaktujesz się z wirzącymi? Ja zawsze musiałem wybierać między zoną, a braćmi, siostrami, kościołem. Ta zaborczość i zazdrość wykonczyła nasze małzeństwo.

A za modlitwę będę wdzięczny.

Pozdrawiam
JACEK
aldona

Data:
29-11-2005 09:21

Mój mąż próbował wywierać na mnie presję. Jednak muszę Ci Jacku wyznać iż jestem "posłuszną żoną", we wszystkim i zawsze starałam się dać mu odczuć, że on rządzi w naszym domu i jest dla mnie autorytetem (nie tylko ja postrzegam w ten sposób moją postawę, ale wielu znajomych uważa że jestem zbyt uległa). Nasze życie było bogate w burze, często dlatego, że mimo iż miałam inne zdanie niż mój mąż pozwalałam aby działo się według jego woli.

Jednak kiedy nawróciłam się w 1996 roku pewnego dnia gdy mnie mój mąż "naciskał" abym nie uczęszczała na nabożeństwa powiedziałam mu (walcząc z poczuciem winy że nie jestem mu posłuszna): kocham Ciebie, ale bardziej kocham BOGA i zgodnie ze Słowem bardziej boję się BOGA niż ludzi, jest to jedyna rzecz co do której nie mogę być tobie posłuszna.

To prawda, że nie jestem w zboże aktywna. To byłoby zbyt trudne do zaakceptowania przez Zbysia, ale znalazłam rozwiązanie do czasu, aż PAN pobudzi serce mojego męża. Postanowiłam po modlitwie, że mogę służyć moim braciom i siostrom w cichości, w sposób nie draażniący mojego męza. Będąc w domu modlę się o zbór i modlę się o tych którzy mówią mi o swoich potrzebach, a często też modlę się o tych których BÓG mi w czasie modlitwy poddaje. Dobrze jest wiedzieć, że akurat ktoś nie dzielił się ze mną problemem, a ja byłam użyta by modlić się o tą osobe. Jest to też służba dla kościoła JEZUSA (widzi ją "tylko" BÓG).

pozdrawiam Cię Jacku w imieniu JEZUSA CHRYSTUSA
wiola

Data:
14-01-2006 21:59

Jacku rozumiem Ciebie
Ja też jestem osobą bardzo gorliwą, wyszłam za mąż, ale mój mąż odszedł od Boga i świat mi się zawalił. Życie straciło dla mnie sens, a serce moje każdego dnia jest poszatkowane na małe kawałeczki, wylałam mnóstwo łez, wszystkie moje oczekiwania i pragnienia legły w gruzach. Małżeństwo okazało się dla mnie największym wyzwaniem jakie od życia dostałam. W moim życiu jest odwrotnie, bo to ja kiedyś zdradzałam męża, ale Bóg zmienił moje myśli i całe wnętrze, dał mi nową czystą naturę i czyste pragnienia. Na pewno twoja żona jest bardzo nieszczęśliwą kobietą, ja ją rozumiem bo byłam podobna do niej, a zwłaszcza że widzi Ciebie tak blisko Boga. Ona przed Bogiem nie ucieknie i przed Bożą miłością. Mój mąż chociaż był niewieżącym człowiekiem tak bardzo mnie kochał, że zawsze wybaczał mi moje zdrady a ja go okłamywałam, że go kocham i już nie zrobie tego więcej, ale byłam taka dla niego przez wiele lat. Dopiero kiedy nawróciłam się moje życie zmieniło się o 180* i już nigdy nie będę taka jaką byłam, teraz brzydzę się tamtego życia i kiedy widzę ludzi z tymi problemami, naprawdę im współczuję, bo to bardzo nieszczęśliwi ludzie, którzy sex nazywają miłością, a o miłości nie mają zielonego pojęcia. Uważam, ze ty Jacku musisz nauczyć się słuchać Boga i wierzyć mu że On wie co jest dla ciebie najlepsze. Słuchaj się Ducha Bożego, on będzie leczył twoje rany, On wypełni cię prawdziwymi obietnicami i nadzieją przez którą będziesz czuł się szczęśliwy. Pozwól Bogu pracować nad twoimi myślami. Polecam ci kazanie pastora z Chełma - Mirosława Kulca pt. "Właściwe myśli". Znajdziesz je w internecie. Wierzę że nadal kochasz Boga i w dalszym ciągu będziesz gorliwym chrześcijaninem, kościół zawsze możesz zmienić, jeśli męczy cię to że pytają ciebie o twoją żonę i sprawia ci to ból. Bóg postawił ciebie w tej trudnej sytuacji, więc wierzy w to że dasz radę przez to przejść, chwyć Go za rękę i idź z nim. Moja rada - nigdy nie rezygnuj z relacji z Bogiem. Nie myśl o rozwodzie i módl się o miłość do żony i o łaskę do przebaczenia. Bóg bez wątpienia pomoże Ci wszystko wybaczyć, bo jak ty nie wybaczysz to Bóg nie będzie mógł wybaczyć tobie, a u Boga nie ma mały czy duży grzech. Bóg bez wątpienia szlifuje Twój charakter, będziesz cierpliwy i wyrozumiały. A dopiero gdy wybaczysz poczujesz prawdziwą ulgę i radość. Niewierność twojej żony nie jest powodem do rozwodu ale powodem do okazania łaski, miłości i przebaczenia. Ona wcale nie musi się od razu nawrócić ale jak będziesz się słuchał serca i Ducha Świętego bez wątpienia na tym dobrze wyjdziesz. Życzę Ci powodzenia i szczęścia.
jacek

Data:
06-02-2006 19:14

Dziękuję Wam wszystkim za rady, zresztą bardzo mądre i budujące.

Jestem już po rozwodzie! Prubuję powoli wracać do Kościoła, naprawiać relację z Bogiem. Wybaczyłem b.żonie wszystko i tylko troche mi szkoda, ze przez pewne cechy jej charakteru wszystko sie rozpadło. Pewnie myślicie sobie że jestem tchórzem, ze nie walczył, ze przy pojawieniu się pierwszych problemów poszedłem do sądu. Otórz nic z tych rzeczy, zmagałem się z tą decyzją przez ładne trzy lata. Ja nie potrafię zyć zamknięty w klatce (tam nie idz, nie patrz, nie dotykaj...) teksty typu: "twoi znajomi i przyjaciele nigdy nie będą moimi a twoja rodzina nie jest moją".

MAM TO WSZYSTKO JUŻ ZA SOBĄ!!!!!!!!!!!! czuję sie szcześliwy, przynajmniej narazie. Odnawim zatarte znajomości i myslę iż wiekszość kościoła mnie rozumie. A jak będzie dalej to tylko mój Zbawiciel Jezus Chrystus wie. Prosze o modlitwę.
Justyna

Data:
12-02-2006 19:25

Jacku, gdzie jest ta większosc koscioła, ktora Cie rozumie - jak piszesz? B. interesujące!

Mowa o szczesciu w tym przypadku to chyba lekka przesada!
Trochę glupio to brzmi gdy dziekujesz za rady "madre i budujace" a rozwiodles sie ze swoja zoną.

Jestem kobietą i jakos okropnie sie poczulam gdy napisałeś, że "przez pewne cechy jej charakteru wszystko sie rozpadło". Myślę, że Ty masz tez pewnie jakies cechy, ktore niekoniecznie podobały sie Twojej żonie. Ja bym sie Ciebie bała... To tyle.

Wybacz, swoim wpisem mnie sprowokowałes, nie wiem czy jeszcze ktos sie na ten temat wypowie, bo to chyba nie ma sensu.
Luthien

Data:
25-02-2006 13:57

Justyno, zapewniam cię, są kobiety przez które rozpadają się małżeństwa. I to wyłącznie z ich winy, mężowie czasem walczą o nie, o ich miłość, ale nie dają rady i rezygnują. Małżenstwa niszczą także kobiety, ich charakter, zazdrośc, zaborczość, rozrzutność i brak szacunku dla męża i dla pieniędzy które zarabia. Skłonnośc do alkoholu i do narkotyków. Niestety, nie jesteśmy aniołami. Znam kobiety, które miały mężów i już ich nie mają, bo mężczyzna jest w stanie wiele wytrzymać, ale nie np. rozrzutność i zdradę "w jednym" czy zaniedbywanie domu i dzieci na rzecz wypadów z koleżankami i rund po barach. W tych czasach kobiety są naprawdę niewiele lepsze od mężczyzn, niestety. Więc nie osądzaj pochopnie Jacka, bo nie wiesz, przez co musiał przejść.
Justyna

Data:
26-02-2006 20:11

Luthien, moim zdaniem czlowiek nawrócony, wiecej, lider KZ (tak podał jacek), nie chcial poniesc do konca konsekwencji swego wyboru (dziewczyna nienawrocona).

Jacek "wyszedł z tym tematem", jestem szczerze zdziwiona, ze własnie podjął ten temat na forum tej strony-chrześcijańskiej gdzie szuka ludzi, ktorzy będą po jego stronie. Justyno, nie chodzi o to czy jest wina kobiety, czy mężczyzny (żadne tłumaczenie, że "nie jesteśmy aniołami"!) jesteśmy dziećmi Bożymi! A jezeli na pierwszym miejscu jest miłość do Boga - "ON wszystko dobrze uczyni".

Nie znam szczególow sprawy i daleko mi do osądzania Jacka, ale, przekonałam się, że w sprawach małżeńskich są zawsze dwie strony ON i ONA , nalezy wysłuchac rowniez drugiej strony by mieć szerszy poglad na sprawę. Cóż, konsekwencje wyboru, zakochania ponosi już teraz. Rozwód jest zawsze najgorszym wyjściem i nie moje to stwierdzenie, porozmawiaj z ludzmi starszymi, oni już trochę więcej znają życie.

Bog kocha człowieka i póki zyjemy możemy wołać o ratunek w każdym położeniu, cieszę się, ze ludzka duma nie przeszkodziła mu by zwrocić sie do Boga o pomoc.

A tak na koniec, czyż nie jest wspaniały tzw. "Hymn o miłości", wystarczy wniknąć w jego treść, a wszystko staje sie jasne, no nie? :-)
Luthien

Data:
27-02-2006 20:18

Teraz się z Tobą zgadzam, choć w niektórych przypadkach nawet Biblia uzasadnia rozwód (przypadek cudzołóstwa). Ale na pewno nie znając całej tej sytuacji nie możemy jej dobrze ocenić. To może być przestroga dla osób wierzących, które wiążą się z niewierzącymi. To po prostu nie działa, ludzie...

Pozdrawiam :-)
jacek

Data:
26-03-2006 11:04

Kobieca solidarność Justynko!
Uwierz mi, nie potrzebuję bezkrytycznej aprobaty. Tylko musisz zdać sobie sprawę, że życie nie zawsze wygląda tak, jak byśmy sobie tego życzyli i pragneli. Nie chcę się tłumaczyć i nie będę pisał wypracowania co dokładnie spowodowało podjęcie tej decyzji. Tylko mam pytanie: Czy uważasz ze ludzie są na siebie skazani, mimo iż nic ich nie łączy. Czy uważasz że Biblia kategorycznie zakazuje rozwodów i nie daje szansy takim jak ja?
Pozdawiam
Justyna

Data:
26-03-2006 19:42

Jacku,
trochę mnie zaskoczyłes ostatnim postem. Odpowiedż znasz - pisałeś, że masz kontakt ze Zborem. Klamka zapadła, jak pisałeś wcześniej, masz rozwod.

Wiem.... że życie nie jest usłane różami, i my ludzie sami nie wiemy, czego byśmy chcieli dlatego, ze nie umiemy w pokorze przyjmować niepowodzeń, ktore często są probą naszej wiary. Nie czuję się na siłach by udzielać Ci wskazówek na przyszłośc, ale jeżeli zapytałeś...

Moja prywatna rada: gorączkowe szukanie rozwiązania typu "instant" wpakuje Cię w nowe kłopoty. Postaraj się wyciszyć, a Pan da Ci rozwiązanie. Znam przypadki gdy po latach(?) małżeństwa były znów razem. Tylko nie wiąż się z inną osobą, bo diabeł będzie zwycięzcą. Bog leczy rany a to co "szarańcza" zniszczy - odnowi. Jezus jest wspaniały, wróć do Slowa Bożego w nim znajdziesz pocieszenie.

Nie wiem, czy dzieci są tyko z matką, czy może jest jeszcze ktoś trzeci, ale nie przejmuj sie tym, tylko uwierz Jezusowi a On wszysko dobrze uczyni.

Zyczę Ci wytrwałości i pełnego zaufania do Słowa Bożego, slubowałeś wierność Jezusowi a On nie zapomina o swoich dzieciach - On jest DOSKONAŁY.

Pozdrawiam
piotrz

Data:
28-02-2007 14:10

Przez wiele lat byłem zwolennikiem bardzo tradycyjnego podejścia do rozwodów, jakie i tutaj jest prezentowne, jednak nigdy nie miałem w tej sprawie pokoju, ponieważ nie ma w tym Bożego miłosierdzia. A twierdzenie, że "Bóg wszystko może" jest taki wytrychem banialukiem w przypadku działania z ludźmi, ponieważ Bóg nie gwałci niczyjej woli. Niektórzy kaznodzieje uważają, że jeśli modlimy się za kogoś o coś, co jest zdecydowanie wbrew woli tego człowieka na zasadzie "Panie, Boże, zmień tego człowieka..." to jest to czarownictwo i tu się zgadzam. Jeśli ktoś zdecydowanie i przez lata odrzuca Bożą wolą, to Bóg nie zrzuci mu cegły na głowę, żeby przejrzał. NIe wierzę, też żeby jedna decyzja skazywała kogoś na całe życie np. z tyranem, manipulatorem czy kontrolerem (obu płci) a przecież takie sytuacje zdarzają się i wierzącym. Cytaty ze słów Pana Jezusa o rozwodach wyrwane całkowice z kulturowego kontekstu tamtych czasów i sytuacji życiowych powodują więcej zniszczenia niż poznania Boga i JEgo miłosierdzia. Kto mówi, że absolutnie rozwodu nie wolno brać? W żadnym przypadku i sytuacji???
Toż nawet sam Pan Bóg mówi do Izraela, że dał im list rozwodowy (Czytajcie 3 rozdział Jeremiasza, 3:8)
Dopiero artykuł JBrawna wprowadził jakiś sensowny pokój w to zamieszani i dziś uważam, że takie nauczanie jest rzeczywiście biblijne:
http://www.poznajpana.org/articlebody.asp?id=852
Darek z Głowna

Data:
01-03-2007 06:15

To małżeństwo było dla ciebie Jacku krzyżem, którego nie wziąłeś. Nawet jeśli żona by ciebie torturowała i znęcała się psychicznie powinna nadal być twoja żoną, z wyjątkiem wszeteczeństwa. Nawet jeśli miała romans, to był do przebaczenia. Obym się mylił.
Romek

Data:
02-01-2009 23:39

Darku....czy romans nie jest wszeteczeństwem??
jak byś się czuł w łóżku z kobietą która będąc Twoją żoną eksperymentowała z innymi męszczyznami?
moja żona zanim się poznaliśmy miała dwuch męszczyzn...jednego znam....nigdy nie zapomne tego że nie byłem pierwszy i jedyny....nawet nie wiesz jaki to jest żal....jakie rozgoryczenie kiedy patrzysz na ukochaną osobę i masz świadomość, że jej wspomnienia zawierają cudowne chwile spędzone z kimś innym.

ja Rozumię Jacka...i w tym momencie on musi obliczyć swoje siły...czy da rade....czy to wytrzyma...czy jest w stanie jeszcze zbudować jkikolwiek stabilny fundament dla tego związku.
wiera

Data:
03-01-2009 11:27

Romek ja myślę że to nie ważne czy byłeś pierwszy jeśli żona zrozumiała błąd i chce byś był teraz i w przyszłości jedyny.To Jezus nauczył nas modlitwy-.....i odpuść nam nasze winy tak jak i my odpuszczamy...-Przebacz i spróbuj zapomnieć inaczej to zniszczy Twój związek.Wiem że to nie łatwe ale spróbuj dać Wam szansę.Błogosławieństwo może jeszcze stać sie Waszym udziałem. Przebacz i nie wspominaj wiecej tak jak Pan czyni z naszymi grzechami.Jeśli Twoja żona tego chce to Twoje małżeństwo ma jeszcze szansę.Czy naprawdę obietnica dana Bogu-Na dobre i na złe- jest mniej warta jak nasze ambicje?


Grażyna

Data:
03-01-2009 19:54

a co by było gdyby żona była wielokrotną wdową!

Odpowiedz

Imię:
Email:
- niewymagane
Treść:
 
kod z obrazka
Kod z obrazka:
 
Wysyłając formularz akceptuję Regulamin forum emaus.zgora.pl
 
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003 - 2012 emaus.zgora.pl
online: 31 • dzisiaj: 787 • wszystkich: 2129763