czcionka: Aa Aa Aa Aa Aa
Pięć kroków do upadku - Paprzycki Bogdan
Dzisiejszy dzień, to pierwszy dzień po sabacie, niedziela. Dzień, w którym ludzie wierzący zbierają się, aby oddawać cześć Bogu, dzień, który aż do dnia dzisiejszego jest szczególnym dniem uwielbienia i chwały. Przede wszystkim przypominamy sobie w nim dzieło Golgoty a wszyscy wierzący dziękują za zbawienie i za wszelkie błogosławieństwa jakich doświadczyli i jakich doświadczają w swoim życiu. Jest to również dzień, w którym możemy czytać Boże Słowo i je rozważać.
Pragnieniem naszego Pana jest, aby każdy z nas wejrzał w siebie i doświadczał samego siebie, czy czasami nie kroczy drogą, która nie podoba się Panu. Jeżeli znajdujemy się w sytuacji, w której nie powinniśmy się znaleźć albo przeżywamy coś, co nie powinno w naszym życiu mieć miejsca, to powinniśmy wtedy wołać do Boga, "Panie naucz nas modlić się". Ma to mieć miejsce w każdej sytuacji naszego życia; nie tylko wtedy, kiedy przychodzimy tutaj aby społecznie oddawać Bogu chwałę, ale przede wszystkim w różnych doświadczeniach, pokusach i wówczas, gdy stajemy przed trudnymi decyzjami. Musimy nauczyć się tego, aby nie wpadać w panikę, nie reagować jak ten świat, ale właśnie wołać "Panie naucz modlić się". Każdy z nas doświadczał takich sytuacji, gdy wydawało się, że nie mamy żadnej pomocy ani wskazówki. Wtedy wołamy do naszego Pana, a On pokazuje nowe możliwości i daje wyjście.
Będziemy czytać Boże Słowo. Chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, o którym często czytamy ale mało zwracamy na niego uwagę, ponieważ postać ta nie jest za bardzo pozytywna. Chodzi mi o Lota. Czytajmy I Ks. Moj. 12: 1-5,7-8 następnie rozdz. 13:1-14; 14:11-12; 19:1-2, 17-20 i 27-29.
W I Księdze Mojżeszowej ważną osobą jest Abraham. To on przecież jest nazwany mężem wiary. Ten człowiek zaufał Bogu, a Bóg poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. On jest nazwany również przyjacielem Boga. Kiedy Pan do niego mówił, on słuchał, a kiedy popełniał błędy, zawsze szukał Boga i wracał z powrotem do miejsca gdzie budował dla Niego ołtarz i tam wylewał swoje serce przed Nim. Abraham był właśnie takim człowiekiem, o którym mówi nam również Psalm 139:23 "Doświadcz mnie (...) i zobacz czy nie kroczę drogą zagłady". Jeśli coś niewłaściwego zdarzyło się w jego życiu, nie próbował tego zatajać ani nie próbował usprawiedliwiać się przed Bogiem. Zawsze wracał do miejsca, w którym stał przed obliczem Bożym, tam gdzie stawiał ołtarz i składał Bogu ofiary szukając przez to z Nim społeczności. Nie wiedział jeszcze o tym, co później jest nam pokazane w Bożym Słowie, a mianowicie to, że "bez przelania krwi nie ma usprawiedliwienia" (Heb 9:22). Pan Bóg działał w jego sercu i pokazywał mu rzeczy, które dopiero później bardzo wyraźnie objawił swoim sługom.
Kiedy patrzymy na postać Abrahama, to w cieniu jego postaci widzimy Lota. To był bardzo ciekawy człowiek. Jego imię oznacza mniej więcej: "opakowany; spowity, okryty (np. tajemnicą); ukrywający (np. swoje myśli)". Lot znajdował się w bardzo uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ pochodził z rodziny Abrahama. Razem z nim wyszedł z ziemi chaldejskiej, krainy, w której oddawano boską cześć kamieniowi, z miejsca, w którym żyli bałwochwalcy. Lot widział, że Pan Bóg błogosławi Abrahamowi i w ten sposób okazuje przeogromną miłość swemu słudze. Jednak Abraham nie ustrzegł się w swoim życiu wielu błędów. Pamiętamy jak poszedł do Egiptu i aby uniknąć śmierci nakazał mówić Sarze, że jest jej bratem. To była półprawda, czyli całe kłamstwo, które przyczyniło się do tego, że bardzo się wzbogacił. Później miała miejsce podobna sytuacja, gdy znalazł się pośród sług i rodziny Abimelecha, tam znowu powiększył swój majątek. Pan Bóg wyratował go z tych opresji, jednak nie czytamy aby publicznie skarcił go, i powiedział mu, że to było niewłaściwe. Wszystko to zapewne nie uszło uwadze Lota. Jednakże tego możemy być pewni, że Pan Bóg każdorazowo dotykał jego serca i sumienia, a Abraham szukał społeczności z Bogiem w każdej takiej sytuacji, która go osądzała. Wówczas wracał do miejsca, w którym Pan Bóg objawiał mu Samego Siebie i błogosławił mu, i gdzie miał z nim społeczność przez ofiarę. Tego nie widzimy w życiu Lota, chociaż miał naprawdę wspaniały start. Kiedy popatrzymy na nas samych, którzy w wieku dorosłym po raz pierwszy usłyszeliśmy ewangelię, możemy powiedzieć, że to, co Pan wpisał w nasze serca stało się dla nas przeogromną wartością. Czy to samo mogą powiedzieć o sobie nasze dzieci, te młode dusze, które od początku swego życia słyszą ewangelię? One znalazły się w podobnej sytuacji jak Lot. Od samego początku słyszały o Bogu, widziały ludzi mających z Nim społeczność, widziały także Boże błogosławieństwa i to, że Bóg jest rzeczywistym, realnym Bogiem, który odpowiada na potrzeby. Czy w takich sytuacjach zawsze zaczyna rodzić się prawdziwa wiara, prawdziwe zaufanie do Świętego Boga? Na podstawie postaci Lota, jak również doświadczeń wielu naszych rodzin i zborów możemy powiedzieć, że tak nie jest. Dlaczego nie? Ponieważ usłyszane Boże Słowo musi być powiązane z wiarą. Ono może być czytane, może być zwiastowane, może dotykać naszego serca, ale nie jest w stanie odrodzić nas i przemienić jeżeli nie powstanie w nas wiara i zaufanie. Jeżeli prawdziwie nie zapragniemy społeczności ze Świętym Bogiem to chociaż będziemy w tak wspaniałej, uprzywilejowanej pozycji, i będziemy mieli tak wspaniały start, nigdy nie skończymy dobrze, lecz wprost przeciwnie.
Pierwszą sytuacją, w której widzimy, co tak naprawdę było w sercu Lota to konflikt jaki powstał pomiędzy pasterzami ich stad. Kiedy Abraham zobaczył, że dzieją się rzeczy niewłaściwe, powiedział: "Nie możemy być dłużej razem, musimy się rozdzielić". Lot powinien był powiedzieć wówczas tak: "Ty, proszę, wybierz pierwszy gdzie chciałbyś iść, ponieważ jesteś starszy, jesteś tym którego wybrał Bóg, jesteś tym, który wyprowadził całą naszą rodzinę z kraju bałwochwalców. Zapoczątkowałeś społeczność z Bogiem i tobie Pan Bóg błogosławi a przez ciebie to błogosławieństwo spływa na całą naszą rodzinę." Ale tak się nie stało. Lot był już raz w Egipcie i widział jakie obfite bogactwo niesie ten kraj. A kiedy spojrzał na okręg nadjordański zobaczył pewne podobieństwo do Egiptu i szanse na szybkie wzbogacenie się oraz łatwe zabezpieczenie swoich stad we wszystko, co będzie im potrzebne. Wybrał więc "jako pierwszy" okręg nadjordański. I to był zarazem jego pierwszy krok ku upadkowi. Czy zastanawialiśmy się kiedyś nad tym, co wówczas przeżywał Abraham? On ze wstydem patrzył w ziemię! Jest napisane: "rzekł Pan do Abrahama po odłączeniu się Lota: Podnieś oczy swoje". Myślę, że Abraham bardzo wstydził się i jednocześnie miał wielki smutek w swoim sercu, kiedy zobaczył, że to wszystko, czym żyje nie ma żadnego zastosowania w życiu jego bratanka Lota.
Później widzimy, że Lot coraz bardziej przesuwa się w stronę Sodomy i rozbija swoje namioty aż pod samo miasto. To drugi krok Lota, który prowadził do jego upadku. Abraham już dawno mógł wybrać okolicę tych miast, jednak już wówczas wiedział, że były bardzo grzeszne przed Panem. Kiedy widział jak Lot coraz bardziej przesuwa się w stronę Sodomy, musiał wstydzić się i prawdziwie rozpaczać przed Panem z tego powodu. Czasami też podobnie zdarza się w naszym życiu. Mówimy o naszym Panu naszym bliskim, naszym dzieciom, mówimy im o tym, co dla nich najlepsze, ale nie możemy tego na siłę wtłoczyć w ich serca. Możemy jedynie im coś przekazać, zachęcić ich, i wołać do Pana, który ożywia słowo. On szuka ochotnego serca. Pan Bóg powiedział do Abrahama: "Podnieś swoje oczy, spójrz, ja będę ci błogosławił." Abraham uczył się tego, że polegać na Panu jest stokroć lepiej niż polegać na Egipcie.
W II Księdze Królewskiej jest historia, w której Jerozolima była oblegana przez wrogów. Król Izraela chciał zawrzeć przymierze z Egiptem lecz posłańcy wyśmiewali się z niego i mówili tak: "Na kim chcesz się opierać, na Egipcie, na tej lasce z trzciny, która gdy się złamie wbije się w rękę każdego kto na niej się opiera" (8:21). Czytając Boże Słowo widzimy wielokroć błędne powracanie do rzeczy, których Pan Bóg nie akceptuje. Dzieje się tak w życiu Jakuba, w życiu wielu patriarchów, jak również w życiu narodu Izraelskiego. Są to rzeczy, od których Pan Bóg chroni swojego wiernego sługę Abrahama, poprzez społeczność ze sobą, lecz są to rzeczy, które nie są częścią życia Lota.
W 14 rozdziale mamy opisaną historię, w której królowie z powodu konfliktu pomiędzy sobą zagarnęli wszystko, co było w Sodomie. Zabrali również bratanka Abrahama, Lota. Jest napisane w 12 wersecie "mieszkał bowiem w Sodomie". Spojrzał na okręg nadjordański i wybrał sobie to miejsce. Tu jest trzeci stopień prowadzący ku upadkowi w życiu Lota. Zamieszkał w Sodomie. Abraham dowiedział się o tym, że ci królowie zagarnęli również i Lota. Pierwsza myśl, która w takiej sytuacji powstaje w naszych sercach to "A nie mówiłem, że tak będzie!" Zaraz zaczynamy wskazywać na błędy i w sposób jednoznaczny oceniać sytuację. Ale mąż wiary Abraham tak nie uczynił. Wiedział, że takie podejście nie ma już w tym momencie żadnego znaczenia i potrzebna jest pomoc dla tego człowieka. Uzbroił swoje sługi i ruszył. Wiedział, że Pan Bóg jest z nim. A kiedy odniósł zwycięstwo wierzył, że to Pan przez niego wyratował Lota. Kiedy wracał, czytamy "wyszedł naprzeciw niego Melchizedek". Później wyszedł naprzeciw niego również król Sodomy i powiedział: weź sobie to wszystko a mi tylko oddaj ludzi". Ale na to Abraham odpowiedział: "nie wezmę ani nici, ani rzemyka z sandałów, ani niczego, co należy do ciebie, abyś nie mógł powiedzieć 'To ja wzbogaciłem Abrahama'". Wiedział, że zabranie tego bogactwa w sposób nieprawy nie doprowadzi go do bliższej społeczności z Bogiem. Sodoma nie mogła mu nic dać. Popatrzmy na Lota, który niczego się w tej sytuacji nie nauczył. Powinien się zastanowić "Co ja robię w tym miejscu? Przecież ci ludzie są źli i bezbożni!". Chociaż początkowo kiedy ze swego namiotu obserwował miasta w zapadającej ciemności i widział gwar ludzi zaczynających nocne życie i również światła migocące z daleka poprzez ciepło oddawane przez nagrzaną słońcem ziemię, mógł jeszcze nie zdawać sobie sprawy jak naprawdę wygląda życie w Sodomie i jak bezbożni ludzie tam mieszkają. Ale kiedy czytamy w 14 rozdziale o tym, że tam się znalazł, już nie powinien był mieć żadnych wątpliwości kim są mieszkańcy Sodomy. Nie powiedział: "Co ja tutaj robię? Czego ja tutaj szukam? Czy to, że musiałem sprzedać swoje stada i pozbyć się swoich namiotów aby kupić tutaj dom nie pozbawiło mnie statusu przechodnia i pielgrzyma jakim ciągle jest mój stryj Abraham? Co tak naprawdę robię wśród ludzi, którzy są wrogo usposobieni do Boga i do wszystkiego co odzwierciedla Jego charakter i Jego naturę." Kiedy Abraham go wyratował, on nie podjął decyzji "już tam nie wrócę" ale wrócił tam spowrotem, ponieważ niczego się nie nauczył.
Czasami znajdujemy się w sytuacji, której Bóg nie akceptuje. On działa ratując nas i okazuje nam wspaniałe miłosierdzie. Czyni wszystko żeby przemówić do naszych serc. Jeżeli z tej lekcji nie weźmiemy nic i tego nie przyjmiemy, to diabeł wnet przyjdzie i zaślepi oczy naszego serca.
W 19 rozdz. czytamy, że Lot siedział w bramie Sodomy. Jest to kolejny, czwarty stopień jego upadku. Czego tak naprawdę szukał w tej bramie? Wiele razy w Bożym Słowie pojawia się termin "brama" jako miejsce, w którym ukazuje się autorytet ludzi mających wpływ na to, co dzieje się w danej miejscowości. Pamiętamy 31 rozdz. Przypowieści gdzie jest napisane o najwspanialszej żonie i o tym, że "mąż jej jest szanowany w bramie". Lot zasiadł w miejscu dla ludzi szanowanych z autorytetem i chciał zająć najważniejszą pozycję, pozycję sędziego. Tego miejsca jednak nie otrzymał. W wersecie 9 jest powiedziane: "Jeden jedyny przyszedł tu jako przybysz, a teraz chce być sędzią". Lot zaczął doświadczać tego, że Pan, który jest wspaniałym Bogiem, ma również plan dla jego życia. Dlatego w Nowym Testamencie jest napisane, że był sprawiedliwy, ponieważ tę sprawiedliwość dał mu Bóg (2 Pio 2:7). Zaczął niepokoić się sytuacją w Sodomie gdzie miał rodzinę, żonę, córki, swój dom, cały dobytek. To wszystko trzymało go tak mocno, że nie mogąc o własnych siłach stamtąd wyjść próbował wpływać na to, co w tym mieście się działo. Dlatego też m.in. zajął miejsce w bramie. Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zmienić tego świata ani wpisać w serca innych czegoś, czego sami nie mamy. W 19 rozdz. czytamy o tym, że Lot w całym tym czasie, który spędził w Sodomie nie dał żadnego dobrego świadectwa. Kiedy Abraham stanął przed królem Sodomy w jednym spotkaniu złożył wspanialsze świadectwo niż Lot prze całe swoje życie. Kiedy aniołowie powiedzieli: "powiadom tych, którzy mają pojąć twoje córki, i bierz swoje córki i żonę i wszystkich którzy są ci bliscy, bo Pan zniszczy to miejsce" a Lot przekazał to im, oni pomyśleli, że żartuje". Żadne prawdziwe świadectwo nie zostało tam złożone. Jeżeli jesteśmy częścią tego świata i tak jak Lot (opakowany, okryty) będziemy chować światło świadectwa Bożego pozwalając czemuś lub komuś przesłonić Bożą chwałę, wówczas nasze życie nie przyniesie owocu, który mógłby być widoczny przez całą wieczność (Jana 15:16). Tak było w życiu Lota. Chociaż aniołowie przyszli wyrwać go stamtąd on jednak widział wszystko, co tam nabył a co znajdowało się w Sodomie, a mając to teraz opuścić ociągał się i wzbraniał. Jego serce było tam, gdzie jego bogactwo! Wyprowadzili go więc z tego miejsca mówiąc mu, że chodzi o jego życie. Czytamy, że zostały również wyrwane jego córki. Koniec tego rozdziału pokazuje jedną wielką prawdę. Można wyrwać kogoś z Sodomy, z tego świata ale nie jest tak łatwo wyrwać Sodomę z serca człowieka. Tak było w życiu jego córek. One zostały wyrwane z Sodomy, ale Sodoma nie została wyrwana z ich serc. Lot pomimo doznanego ratunku nie zaufał Bogu i nie pozwolił wyprowadzić się poza okręg nadjordański, gdzie bezbożność dosięgła nieba i spowodowała, że spadł na jej mieszkańców Boży sąd. Aniołowie pozwolili mu znaleźć się w mieście, które nazywało się Soar (znaczy: niosący prawo). Zdawał sobie sprawę z tego, że Bóg jest tym, który przynosi prawo. Ta świadomość nie nauczyła go jednak niczego, nie wyciągnął z tego wniosku, że Boże prawo ma mieć wpływ na jego serce. Tu mamy piąty stopień prowadzący ku upadkowi w życiu Lota. Pomimo faktu wyprowadzenia go, wyratowania, okazania wielkiej miłości i łaski Lot nie zaufał do końca Panu. A przez to jego potomstwo: Moabici i Amonici również byli wrogami ludu Bożego. Ze względu na Lota Bóg nakazał Izraelitom aby nie napierali na nich i nie walczyli z nimi, jeśli oni sami ich nie zaatakują. Pan Bóg jest wierny swemu wspaniałemu przesłaniu związanemu z Jego obietnicą i dziedzictwem. W końcowych wersetach czytamy o wielkim błogosławieństwie Abrahama jakim było oczekiwanie na potomka. Kiedy Izaak przyszedł na świat otrzymał wszystko to, co było dziedzictwem Abrahama. To było prawdziwe synostwo według Bożego wzorca. O losie Lota nic więcej już nie czytamy.
Jeżeli mamy pragnienie by z Bożego Słowa nauczyć się czegoś wspaniałego, to ta historia może nam i naszym bliskim pokazać bardzo wiele. Musimy patrzeć na siebie jak na tych, którzy składają tutaj świadectwo przez swoje życie i przez swoje słowa. Musimy mieć świadomość, że inni ludzie na nas patrzą. Popełniane błędy mają wpływ na naszą rodzinę. Jeżeli Boże Słowo działa w naszych sercach to pozwoli nam żebyśmy przez nasze błędy nauczyli się jak całym sercem ufać naszemu Panu. Wtedy będziemy powracać do miejsca gdzie Pan Bóg spotyka się z grzesznikiem. On spotyka się z nim przez ofiarę. Na początku III Księgi Mojżeszowej pokazane jest nowe miejsce, w którym Pan Bóg ma społeczność ze swoim ludem wyprowadzonym z Egiptu. Tam nakazuje zbudować ołtarz i pokazuje miejsce, w którym będzie miał społeczność z tymi, których wyprowadził. Przemówił Pan do Mojżesza z namiotu zgromadzenia. Przedtem Pan Bóg mówił do swojego ludu z obłoku Bożej chwały. Z jednej strony ten obłok oświetlał drogę Izraelowi, a z drugiej chronił ich od wszystkich wrogów. Kiedy pierwszy etap podróży został zakończony Pan Bóg mówił do nich z góry Synaj, skąd "wyszedł" Zakon. Później jednak objawił siebie jako Ten, który mieszka w namiocie zgromadzenia pośród cherubów chwały. Wszystko, co Go tam otaczało odzwierciedlało Jego naturę. Było to cudowne miejsce łaski! Każda z części tego przybytku pokazywała jak wspaniałym jest Pan Jezus. Wszystko co Pan Bóg czyni, czyni dla chwały Pana Jezusa Chrystusa. Abraham o tym nie wiedział, kiedy przyszedł złożyć swojego syna na ofiarę na górze Moria, ale Pan Bóg zatrzymał jego rękę. Jednak Nowy Testament mówi, że "jakby z umarłych (...) wziął go z powrotem". Dlaczego Abraham nie zamieszkał w żadnym mieście, a Lot wprost przeciwnie? W 11 rozdziale Listu do Hebrajczyków apostoł pisze o Abrahamie: "Oczekiwał bowiem miasta mającego mocne fundamenty, którym budowniczym i twórcą jest Bóg". Nie widział takiego wokoło siebie, i dlatego był ciągle przechodniem i pielgrzymem. Abraham ciągle szukał Bożego oblicza i zbliżał się do Niego a przez ofiary miał z Nim społeczność. On nie wiedział o wielu rzeczach, o których my wiemy, ale pewne rzeczy widział poprzez wiarę, co miało wielki wpływ na niego samego jak i jego rodzinę. To miałoby również wpływ na jego bratanka Lota, gdyby ten za wcześnie nie zaczął szukać swojej drogi.
Boże Słowo jest słowem wiary i mocy. Jest słowem przeszywającym. Jeżeli dzisiaj mamy pragnienie by wołać do naszego Pana "Naucz nas modlić się" w każdej sytuacji naszego życia, gdy zagraża nam niebezpieczeństwo, gdy znaleźliśmy się w sytuacji, gdy musimy dokonać wyboru czy iść w lewo, czy w prawo, lub znaleźliśmy się w miejscu gdzie zdajemy sobie sprawę, że nie powinniśmy być - wołajmy zatem "Naucz nas modlić się, Panie!" Psalmista mówi również: "Rozważ, zbadaj, prześwietl moje serce i ukaż mi czy nie idę drogą, która ci się nie podoba, drogą która prowadzi na zagładę." Abraham wiele razy znalazł się na złej drodze, ale Pan ratował go, ponieważ miał pragnienie by służyć Bogu. Ta historia pomimo tego, że ją znamy i czytaliśmy ją już może wiele razy, ma naprawdę coś bardzo głębokiego nam do przekazania.
W pierwszym liście do Koryntian rozdz.10 znajdujemy bardzo podobną sytuację do tej, o której czytaliśmy powyżej. Opisano tam naród Izraelski, który doświadczył wielu wspaniałych błogosławieństw, przywilejów i ochrony. Jednak zewnętrzne przywileje, które były jego udziałem nie były w stanie zmienić serc Izraelitów. Wielu ludzi znajduje się w podobnej sytuacji jak Lot, czy jak naród izraelski. Jednakże Boże przesłanie jeśli nie jest powiązane z wiarą nie może mieć wpływu na wewnętrzne życie człowieka, i to jest to główna myśl tych miejsc Bożego Słowa.
Gdybym to ja pisał I Księgę Mojżeszową, to wierzcie mi, 19 rozdział nie zakończyłby się w ten sposób. Byłoby mi wstyd napisać ten końcowy fragment od 30 do 38 wersetu. Sądzę, że pokazanie człowieka, który doświadczył wielu rzeczy i przeżył wiele z Bogiem, a kończy w ten sposób, nie jest pozytywne dla innych ludzi. Duch Święty który dał natchnienie do napisania tych słów, miał myśl daleko lepszą i bardziej przenikającą niż moja czy twoja. To jest myśl, która niesie ze sobą napomnienie, skarcenie i wezwanie do pokuty. Jeżeli zamknęliśmy się na Boga, a ten świat nas mami to przeczytajmy tę historię raz jeszcze i zobaczmy te kolejne stopnie prowadzące do upadku. A jeśli znajdziemy się już na tej drodze, to wołajmy za psalmistą do naszego Boga: "odwróć oczy moje abym nie patrzył na marność". Gdy sam Bóg nas do tego pobudzi, to naprawdę możemy być tego pewni, że to Jego miłość objawia się w stosunku do nas. Niech Pan Bóg sprawi, by to, co czytaliśmy, ten krótki fragment Bożego Słowa był dla nas pomocą, byśmy mogli się z tego czegoś nauczyć i zarazem doświadczyć siebie samych. Po to się tutaj dzisiaj spotkaliśmy i pozwalamy - stając przed obliczem Świętego Boga - by Duch Święty dotykał najgłębszych sfer naszego życia. Weźmy lekcje z życia Lota. Nie zapuszczajmy się tam, gdzie nie powinniśmy się znaleźć. Jeżeli w jakiś sposób szatan, który staje przed tronem Bożym i oskarża nas, będzie starał się nas zwieść, pamiętajmy o tym, że Bóg jest w stanie nam dopomóc i odpowiedzieć na każdą naszą potrzebę. Wołajmy więc do Niego, a On tego dokona ku Swej chwale. Amen.
Kazanie wygłoszone w Zborze "EMAUS" w Zielonej Górze.
*Kazanie publikujemy za zgodą autora.
Pragnieniem naszego Pana jest, aby każdy z nas wejrzał w siebie i doświadczał samego siebie, czy czasami nie kroczy drogą, która nie podoba się Panu. Jeżeli znajdujemy się w sytuacji, w której nie powinniśmy się znaleźć albo przeżywamy coś, co nie powinno w naszym życiu mieć miejsca, to powinniśmy wtedy wołać do Boga, "Panie naucz nas modlić się". Ma to mieć miejsce w każdej sytuacji naszego życia; nie tylko wtedy, kiedy przychodzimy tutaj aby społecznie oddawać Bogu chwałę, ale przede wszystkim w różnych doświadczeniach, pokusach i wówczas, gdy stajemy przed trudnymi decyzjami. Musimy nauczyć się tego, aby nie wpadać w panikę, nie reagować jak ten świat, ale właśnie wołać "Panie naucz modlić się". Każdy z nas doświadczał takich sytuacji, gdy wydawało się, że nie mamy żadnej pomocy ani wskazówki. Wtedy wołamy do naszego Pana, a On pokazuje nowe możliwości i daje wyjście.
Będziemy czytać Boże Słowo. Chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, o którym często czytamy ale mało zwracamy na niego uwagę, ponieważ postać ta nie jest za bardzo pozytywna. Chodzi mi o Lota. Czytajmy I Ks. Moj. 12: 1-5,7-8 następnie rozdz. 13:1-14; 14:11-12; 19:1-2, 17-20 i 27-29.
W I Księdze Mojżeszowej ważną osobą jest Abraham. To on przecież jest nazwany mężem wiary. Ten człowiek zaufał Bogu, a Bóg poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. On jest nazwany również przyjacielem Boga. Kiedy Pan do niego mówił, on słuchał, a kiedy popełniał błędy, zawsze szukał Boga i wracał z powrotem do miejsca gdzie budował dla Niego ołtarz i tam wylewał swoje serce przed Nim. Abraham był właśnie takim człowiekiem, o którym mówi nam również Psalm 139:23 "Doświadcz mnie (...) i zobacz czy nie kroczę drogą zagłady". Jeśli coś niewłaściwego zdarzyło się w jego życiu, nie próbował tego zatajać ani nie próbował usprawiedliwiać się przed Bogiem. Zawsze wracał do miejsca, w którym stał przed obliczem Bożym, tam gdzie stawiał ołtarz i składał Bogu ofiary szukając przez to z Nim społeczności. Nie wiedział jeszcze o tym, co później jest nam pokazane w Bożym Słowie, a mianowicie to, że "bez przelania krwi nie ma usprawiedliwienia" (Heb 9:22). Pan Bóg działał w jego sercu i pokazywał mu rzeczy, które dopiero później bardzo wyraźnie objawił swoim sługom.
Kiedy patrzymy na postać Abrahama, to w cieniu jego postaci widzimy Lota. To był bardzo ciekawy człowiek. Jego imię oznacza mniej więcej: "opakowany; spowity, okryty (np. tajemnicą); ukrywający (np. swoje myśli)". Lot znajdował się w bardzo uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ pochodził z rodziny Abrahama. Razem z nim wyszedł z ziemi chaldejskiej, krainy, w której oddawano boską cześć kamieniowi, z miejsca, w którym żyli bałwochwalcy. Lot widział, że Pan Bóg błogosławi Abrahamowi i w ten sposób okazuje przeogromną miłość swemu słudze. Jednak Abraham nie ustrzegł się w swoim życiu wielu błędów. Pamiętamy jak poszedł do Egiptu i aby uniknąć śmierci nakazał mówić Sarze, że jest jej bratem. To była półprawda, czyli całe kłamstwo, które przyczyniło się do tego, że bardzo się wzbogacił. Później miała miejsce podobna sytuacja, gdy znalazł się pośród sług i rodziny Abimelecha, tam znowu powiększył swój majątek. Pan Bóg wyratował go z tych opresji, jednak nie czytamy aby publicznie skarcił go, i powiedział mu, że to było niewłaściwe. Wszystko to zapewne nie uszło uwadze Lota. Jednakże tego możemy być pewni, że Pan Bóg każdorazowo dotykał jego serca i sumienia, a Abraham szukał społeczności z Bogiem w każdej takiej sytuacji, która go osądzała. Wówczas wracał do miejsca, w którym Pan Bóg objawiał mu Samego Siebie i błogosławił mu, i gdzie miał z nim społeczność przez ofiarę. Tego nie widzimy w życiu Lota, chociaż miał naprawdę wspaniały start. Kiedy popatrzymy na nas samych, którzy w wieku dorosłym po raz pierwszy usłyszeliśmy ewangelię, możemy powiedzieć, że to, co Pan wpisał w nasze serca stało się dla nas przeogromną wartością. Czy to samo mogą powiedzieć o sobie nasze dzieci, te młode dusze, które od początku swego życia słyszą ewangelię? One znalazły się w podobnej sytuacji jak Lot. Od samego początku słyszały o Bogu, widziały ludzi mających z Nim społeczność, widziały także Boże błogosławieństwa i to, że Bóg jest rzeczywistym, realnym Bogiem, który odpowiada na potrzeby. Czy w takich sytuacjach zawsze zaczyna rodzić się prawdziwa wiara, prawdziwe zaufanie do Świętego Boga? Na podstawie postaci Lota, jak również doświadczeń wielu naszych rodzin i zborów możemy powiedzieć, że tak nie jest. Dlaczego nie? Ponieważ usłyszane Boże Słowo musi być powiązane z wiarą. Ono może być czytane, może być zwiastowane, może dotykać naszego serca, ale nie jest w stanie odrodzić nas i przemienić jeżeli nie powstanie w nas wiara i zaufanie. Jeżeli prawdziwie nie zapragniemy społeczności ze Świętym Bogiem to chociaż będziemy w tak wspaniałej, uprzywilejowanej pozycji, i będziemy mieli tak wspaniały start, nigdy nie skończymy dobrze, lecz wprost przeciwnie.
Pierwszą sytuacją, w której widzimy, co tak naprawdę było w sercu Lota to konflikt jaki powstał pomiędzy pasterzami ich stad. Kiedy Abraham zobaczył, że dzieją się rzeczy niewłaściwe, powiedział: "Nie możemy być dłużej razem, musimy się rozdzielić". Lot powinien był powiedzieć wówczas tak: "Ty, proszę, wybierz pierwszy gdzie chciałbyś iść, ponieważ jesteś starszy, jesteś tym którego wybrał Bóg, jesteś tym, który wyprowadził całą naszą rodzinę z kraju bałwochwalców. Zapoczątkowałeś społeczność z Bogiem i tobie Pan Bóg błogosławi a przez ciebie to błogosławieństwo spływa na całą naszą rodzinę." Ale tak się nie stało. Lot był już raz w Egipcie i widział jakie obfite bogactwo niesie ten kraj. A kiedy spojrzał na okręg nadjordański zobaczył pewne podobieństwo do Egiptu i szanse na szybkie wzbogacenie się oraz łatwe zabezpieczenie swoich stad we wszystko, co będzie im potrzebne. Wybrał więc "jako pierwszy" okręg nadjordański. I to był zarazem jego pierwszy krok ku upadkowi. Czy zastanawialiśmy się kiedyś nad tym, co wówczas przeżywał Abraham? On ze wstydem patrzył w ziemię! Jest napisane: "rzekł Pan do Abrahama po odłączeniu się Lota: Podnieś oczy swoje". Myślę, że Abraham bardzo wstydził się i jednocześnie miał wielki smutek w swoim sercu, kiedy zobaczył, że to wszystko, czym żyje nie ma żadnego zastosowania w życiu jego bratanka Lota.
Później widzimy, że Lot coraz bardziej przesuwa się w stronę Sodomy i rozbija swoje namioty aż pod samo miasto. To drugi krok Lota, który prowadził do jego upadku. Abraham już dawno mógł wybrać okolicę tych miast, jednak już wówczas wiedział, że były bardzo grzeszne przed Panem. Kiedy widział jak Lot coraz bardziej przesuwa się w stronę Sodomy, musiał wstydzić się i prawdziwie rozpaczać przed Panem z tego powodu. Czasami też podobnie zdarza się w naszym życiu. Mówimy o naszym Panu naszym bliskim, naszym dzieciom, mówimy im o tym, co dla nich najlepsze, ale nie możemy tego na siłę wtłoczyć w ich serca. Możemy jedynie im coś przekazać, zachęcić ich, i wołać do Pana, który ożywia słowo. On szuka ochotnego serca. Pan Bóg powiedział do Abrahama: "Podnieś swoje oczy, spójrz, ja będę ci błogosławił." Abraham uczył się tego, że polegać na Panu jest stokroć lepiej niż polegać na Egipcie.
W II Księdze Królewskiej jest historia, w której Jerozolima była oblegana przez wrogów. Król Izraela chciał zawrzeć przymierze z Egiptem lecz posłańcy wyśmiewali się z niego i mówili tak: "Na kim chcesz się opierać, na Egipcie, na tej lasce z trzciny, która gdy się złamie wbije się w rękę każdego kto na niej się opiera" (8:21). Czytając Boże Słowo widzimy wielokroć błędne powracanie do rzeczy, których Pan Bóg nie akceptuje. Dzieje się tak w życiu Jakuba, w życiu wielu patriarchów, jak również w życiu narodu Izraelskiego. Są to rzeczy, od których Pan Bóg chroni swojego wiernego sługę Abrahama, poprzez społeczność ze sobą, lecz są to rzeczy, które nie są częścią życia Lota.
W 14 rozdziale mamy opisaną historię, w której królowie z powodu konfliktu pomiędzy sobą zagarnęli wszystko, co było w Sodomie. Zabrali również bratanka Abrahama, Lota. Jest napisane w 12 wersecie "mieszkał bowiem w Sodomie". Spojrzał na okręg nadjordański i wybrał sobie to miejsce. Tu jest trzeci stopień prowadzący ku upadkowi w życiu Lota. Zamieszkał w Sodomie. Abraham dowiedział się o tym, że ci królowie zagarnęli również i Lota. Pierwsza myśl, która w takiej sytuacji powstaje w naszych sercach to "A nie mówiłem, że tak będzie!" Zaraz zaczynamy wskazywać na błędy i w sposób jednoznaczny oceniać sytuację. Ale mąż wiary Abraham tak nie uczynił. Wiedział, że takie podejście nie ma już w tym momencie żadnego znaczenia i potrzebna jest pomoc dla tego człowieka. Uzbroił swoje sługi i ruszył. Wiedział, że Pan Bóg jest z nim. A kiedy odniósł zwycięstwo wierzył, że to Pan przez niego wyratował Lota. Kiedy wracał, czytamy "wyszedł naprzeciw niego Melchizedek". Później wyszedł naprzeciw niego również król Sodomy i powiedział: weź sobie to wszystko a mi tylko oddaj ludzi". Ale na to Abraham odpowiedział: "nie wezmę ani nici, ani rzemyka z sandałów, ani niczego, co należy do ciebie, abyś nie mógł powiedzieć 'To ja wzbogaciłem Abrahama'". Wiedział, że zabranie tego bogactwa w sposób nieprawy nie doprowadzi go do bliższej społeczności z Bogiem. Sodoma nie mogła mu nic dać. Popatrzmy na Lota, który niczego się w tej sytuacji nie nauczył. Powinien się zastanowić "Co ja robię w tym miejscu? Przecież ci ludzie są źli i bezbożni!". Chociaż początkowo kiedy ze swego namiotu obserwował miasta w zapadającej ciemności i widział gwar ludzi zaczynających nocne życie i również światła migocące z daleka poprzez ciepło oddawane przez nagrzaną słońcem ziemię, mógł jeszcze nie zdawać sobie sprawy jak naprawdę wygląda życie w Sodomie i jak bezbożni ludzie tam mieszkają. Ale kiedy czytamy w 14 rozdziale o tym, że tam się znalazł, już nie powinien był mieć żadnych wątpliwości kim są mieszkańcy Sodomy. Nie powiedział: "Co ja tutaj robię? Czego ja tutaj szukam? Czy to, że musiałem sprzedać swoje stada i pozbyć się swoich namiotów aby kupić tutaj dom nie pozbawiło mnie statusu przechodnia i pielgrzyma jakim ciągle jest mój stryj Abraham? Co tak naprawdę robię wśród ludzi, którzy są wrogo usposobieni do Boga i do wszystkiego co odzwierciedla Jego charakter i Jego naturę." Kiedy Abraham go wyratował, on nie podjął decyzji "już tam nie wrócę" ale wrócił tam spowrotem, ponieważ niczego się nie nauczył.
Czasami znajdujemy się w sytuacji, której Bóg nie akceptuje. On działa ratując nas i okazuje nam wspaniałe miłosierdzie. Czyni wszystko żeby przemówić do naszych serc. Jeżeli z tej lekcji nie weźmiemy nic i tego nie przyjmiemy, to diabeł wnet przyjdzie i zaślepi oczy naszego serca.
W 19 rozdz. czytamy, że Lot siedział w bramie Sodomy. Jest to kolejny, czwarty stopień jego upadku. Czego tak naprawdę szukał w tej bramie? Wiele razy w Bożym Słowie pojawia się termin "brama" jako miejsce, w którym ukazuje się autorytet ludzi mających wpływ na to, co dzieje się w danej miejscowości. Pamiętamy 31 rozdz. Przypowieści gdzie jest napisane o najwspanialszej żonie i o tym, że "mąż jej jest szanowany w bramie". Lot zasiadł w miejscu dla ludzi szanowanych z autorytetem i chciał zająć najważniejszą pozycję, pozycję sędziego. Tego miejsca jednak nie otrzymał. W wersecie 9 jest powiedziane: "Jeden jedyny przyszedł tu jako przybysz, a teraz chce być sędzią". Lot zaczął doświadczać tego, że Pan, który jest wspaniałym Bogiem, ma również plan dla jego życia. Dlatego w Nowym Testamencie jest napisane, że był sprawiedliwy, ponieważ tę sprawiedliwość dał mu Bóg (2 Pio 2:7). Zaczął niepokoić się sytuacją w Sodomie gdzie miał rodzinę, żonę, córki, swój dom, cały dobytek. To wszystko trzymało go tak mocno, że nie mogąc o własnych siłach stamtąd wyjść próbował wpływać na to, co w tym mieście się działo. Dlatego też m.in. zajął miejsce w bramie. Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zmienić tego świata ani wpisać w serca innych czegoś, czego sami nie mamy. W 19 rozdz. czytamy o tym, że Lot w całym tym czasie, który spędził w Sodomie nie dał żadnego dobrego świadectwa. Kiedy Abraham stanął przed królem Sodomy w jednym spotkaniu złożył wspanialsze świadectwo niż Lot prze całe swoje życie. Kiedy aniołowie powiedzieli: "powiadom tych, którzy mają pojąć twoje córki, i bierz swoje córki i żonę i wszystkich którzy są ci bliscy, bo Pan zniszczy to miejsce" a Lot przekazał to im, oni pomyśleli, że żartuje". Żadne prawdziwe świadectwo nie zostało tam złożone. Jeżeli jesteśmy częścią tego świata i tak jak Lot (opakowany, okryty) będziemy chować światło świadectwa Bożego pozwalając czemuś lub komuś przesłonić Bożą chwałę, wówczas nasze życie nie przyniesie owocu, który mógłby być widoczny przez całą wieczność (Jana 15:16). Tak było w życiu Lota. Chociaż aniołowie przyszli wyrwać go stamtąd on jednak widział wszystko, co tam nabył a co znajdowało się w Sodomie, a mając to teraz opuścić ociągał się i wzbraniał. Jego serce było tam, gdzie jego bogactwo! Wyprowadzili go więc z tego miejsca mówiąc mu, że chodzi o jego życie. Czytamy, że zostały również wyrwane jego córki. Koniec tego rozdziału pokazuje jedną wielką prawdę. Można wyrwać kogoś z Sodomy, z tego świata ale nie jest tak łatwo wyrwać Sodomę z serca człowieka. Tak było w życiu jego córek. One zostały wyrwane z Sodomy, ale Sodoma nie została wyrwana z ich serc. Lot pomimo doznanego ratunku nie zaufał Bogu i nie pozwolił wyprowadzić się poza okręg nadjordański, gdzie bezbożność dosięgła nieba i spowodowała, że spadł na jej mieszkańców Boży sąd. Aniołowie pozwolili mu znaleźć się w mieście, które nazywało się Soar (znaczy: niosący prawo). Zdawał sobie sprawę z tego, że Bóg jest tym, który przynosi prawo. Ta świadomość nie nauczyła go jednak niczego, nie wyciągnął z tego wniosku, że Boże prawo ma mieć wpływ na jego serce. Tu mamy piąty stopień prowadzący ku upadkowi w życiu Lota. Pomimo faktu wyprowadzenia go, wyratowania, okazania wielkiej miłości i łaski Lot nie zaufał do końca Panu. A przez to jego potomstwo: Moabici i Amonici również byli wrogami ludu Bożego. Ze względu na Lota Bóg nakazał Izraelitom aby nie napierali na nich i nie walczyli z nimi, jeśli oni sami ich nie zaatakują. Pan Bóg jest wierny swemu wspaniałemu przesłaniu związanemu z Jego obietnicą i dziedzictwem. W końcowych wersetach czytamy o wielkim błogosławieństwie Abrahama jakim było oczekiwanie na potomka. Kiedy Izaak przyszedł na świat otrzymał wszystko to, co było dziedzictwem Abrahama. To było prawdziwe synostwo według Bożego wzorca. O losie Lota nic więcej już nie czytamy.
Jeżeli mamy pragnienie by z Bożego Słowa nauczyć się czegoś wspaniałego, to ta historia może nam i naszym bliskim pokazać bardzo wiele. Musimy patrzeć na siebie jak na tych, którzy składają tutaj świadectwo przez swoje życie i przez swoje słowa. Musimy mieć świadomość, że inni ludzie na nas patrzą. Popełniane błędy mają wpływ na naszą rodzinę. Jeżeli Boże Słowo działa w naszych sercach to pozwoli nam żebyśmy przez nasze błędy nauczyli się jak całym sercem ufać naszemu Panu. Wtedy będziemy powracać do miejsca gdzie Pan Bóg spotyka się z grzesznikiem. On spotyka się z nim przez ofiarę. Na początku III Księgi Mojżeszowej pokazane jest nowe miejsce, w którym Pan Bóg ma społeczność ze swoim ludem wyprowadzonym z Egiptu. Tam nakazuje zbudować ołtarz i pokazuje miejsce, w którym będzie miał społeczność z tymi, których wyprowadził. Przemówił Pan do Mojżesza z namiotu zgromadzenia. Przedtem Pan Bóg mówił do swojego ludu z obłoku Bożej chwały. Z jednej strony ten obłok oświetlał drogę Izraelowi, a z drugiej chronił ich od wszystkich wrogów. Kiedy pierwszy etap podróży został zakończony Pan Bóg mówił do nich z góry Synaj, skąd "wyszedł" Zakon. Później jednak objawił siebie jako Ten, który mieszka w namiocie zgromadzenia pośród cherubów chwały. Wszystko, co Go tam otaczało odzwierciedlało Jego naturę. Było to cudowne miejsce łaski! Każda z części tego przybytku pokazywała jak wspaniałym jest Pan Jezus. Wszystko co Pan Bóg czyni, czyni dla chwały Pana Jezusa Chrystusa. Abraham o tym nie wiedział, kiedy przyszedł złożyć swojego syna na ofiarę na górze Moria, ale Pan Bóg zatrzymał jego rękę. Jednak Nowy Testament mówi, że "jakby z umarłych (...) wziął go z powrotem". Dlaczego Abraham nie zamieszkał w żadnym mieście, a Lot wprost przeciwnie? W 11 rozdziale Listu do Hebrajczyków apostoł pisze o Abrahamie: "Oczekiwał bowiem miasta mającego mocne fundamenty, którym budowniczym i twórcą jest Bóg". Nie widział takiego wokoło siebie, i dlatego był ciągle przechodniem i pielgrzymem. Abraham ciągle szukał Bożego oblicza i zbliżał się do Niego a przez ofiary miał z Nim społeczność. On nie wiedział o wielu rzeczach, o których my wiemy, ale pewne rzeczy widział poprzez wiarę, co miało wielki wpływ na niego samego jak i jego rodzinę. To miałoby również wpływ na jego bratanka Lota, gdyby ten za wcześnie nie zaczął szukać swojej drogi.
Boże Słowo jest słowem wiary i mocy. Jest słowem przeszywającym. Jeżeli dzisiaj mamy pragnienie by wołać do naszego Pana "Naucz nas modlić się" w każdej sytuacji naszego życia, gdy zagraża nam niebezpieczeństwo, gdy znaleźliśmy się w sytuacji, gdy musimy dokonać wyboru czy iść w lewo, czy w prawo, lub znaleźliśmy się w miejscu gdzie zdajemy sobie sprawę, że nie powinniśmy być - wołajmy zatem "Naucz nas modlić się, Panie!" Psalmista mówi również: "Rozważ, zbadaj, prześwietl moje serce i ukaż mi czy nie idę drogą, która ci się nie podoba, drogą która prowadzi na zagładę." Abraham wiele razy znalazł się na złej drodze, ale Pan ratował go, ponieważ miał pragnienie by służyć Bogu. Ta historia pomimo tego, że ją znamy i czytaliśmy ją już może wiele razy, ma naprawdę coś bardzo głębokiego nam do przekazania.
W pierwszym liście do Koryntian rozdz.10 znajdujemy bardzo podobną sytuację do tej, o której czytaliśmy powyżej. Opisano tam naród Izraelski, który doświadczył wielu wspaniałych błogosławieństw, przywilejów i ochrony. Jednak zewnętrzne przywileje, które były jego udziałem nie były w stanie zmienić serc Izraelitów. Wielu ludzi znajduje się w podobnej sytuacji jak Lot, czy jak naród izraelski. Jednakże Boże przesłanie jeśli nie jest powiązane z wiarą nie może mieć wpływu na wewnętrzne życie człowieka, i to jest to główna myśl tych miejsc Bożego Słowa.
Gdybym to ja pisał I Księgę Mojżeszową, to wierzcie mi, 19 rozdział nie zakończyłby się w ten sposób. Byłoby mi wstyd napisać ten końcowy fragment od 30 do 38 wersetu. Sądzę, że pokazanie człowieka, który doświadczył wielu rzeczy i przeżył wiele z Bogiem, a kończy w ten sposób, nie jest pozytywne dla innych ludzi. Duch Święty który dał natchnienie do napisania tych słów, miał myśl daleko lepszą i bardziej przenikającą niż moja czy twoja. To jest myśl, która niesie ze sobą napomnienie, skarcenie i wezwanie do pokuty. Jeżeli zamknęliśmy się na Boga, a ten świat nas mami to przeczytajmy tę historię raz jeszcze i zobaczmy te kolejne stopnie prowadzące do upadku. A jeśli znajdziemy się już na tej drodze, to wołajmy za psalmistą do naszego Boga: "odwróć oczy moje abym nie patrzył na marność". Gdy sam Bóg nas do tego pobudzi, to naprawdę możemy być tego pewni, że to Jego miłość objawia się w stosunku do nas. Niech Pan Bóg sprawi, by to, co czytaliśmy, ten krótki fragment Bożego Słowa był dla nas pomocą, byśmy mogli się z tego czegoś nauczyć i zarazem doświadczyć siebie samych. Po to się tutaj dzisiaj spotkaliśmy i pozwalamy - stając przed obliczem Świętego Boga - by Duch Święty dotykał najgłębszych sfer naszego życia. Weźmy lekcje z życia Lota. Nie zapuszczajmy się tam, gdzie nie powinniśmy się znaleźć. Jeżeli w jakiś sposób szatan, który staje przed tronem Bożym i oskarża nas, będzie starał się nas zwieść, pamiętajmy o tym, że Bóg jest w stanie nam dopomóc i odpowiedzieć na każdą naszą potrzebę. Wołajmy więc do Niego, a On tego dokona ku Swej chwale. Amen.
Kazanie wygłoszone w Zborze "EMAUS" w Zielonej Górze.
*Kazanie publikujemy za zgodą autora.